Podobnie jak w 2002 r. nikt nie przewidywał spektakularnej hossy na rynku surowców przemysłowych, tak i rok temu nikt się nie pokusił o prognozę rychłej i tak gwałtownej bessy. Co może z tego wynikać dla globalnego rozwoju?
Analizując ostatnie osiem lat, spróbujmy skonfrontować trendy cenowe na rynkach surowców przemysłowych z zachowaniem giełd i globalnym cyklem koniunkturalnym. Wydaje się, że zwłaszcza notowania miedzi i ropy naftowej można w badanym okresie uznać za dobre wskaźniki wyprzedzające dla przyszłej kondycji światowej gospodarki.
Zacznijmy od ropy naftowej. Baryłka gatunku lekkiego rozpoczęła 8-letnią hossę pod koniec 1998 r. z poziomu około 12 USD. Pierwsza fala wzrostowa zakończyła się latem 2000 r. w okolicy 35 USD za baryłkę. Po czym surowiec staniał o połowę (przełom 2001/2002). Od tamtego momentu aż do lipca 2006 r. potężna fali hossy wyniosła cenę ropy o ponad 300 proc., do 78 USD. Wówczas karta się odwróciła i notowania zdominował trend spadkowy. 17 stycznia br. baryłkę wyceniano na niecałe 52 dolary. Półroczna bessa przeceniła surowiec o jedną trzecią!
Więcej i w dużo krótszym czasie działo się na rynku miedzi. Między końcem 1998 r. a latem 2000 r. zdrożała o 60 proc., do około 2200 USD za tonę. Potem przyszły spadki. W połowie 2003 r. pojawił się "chiński bodziec". Tona miedzi zdrożała dwukrotnie do połowy 2005 r., osiągając pułap 3500 USD. Uaktywniły się fundusze hedgingowe, które nadmuchały bezprecedensowy bąbel spekulacyjny. Czerwony metal zdrożał do 8800 USD/t w maju 2006 r. i z tego poziomu rozpoczęła się dotkliwa bessa. Obecnie za miedź płaci się już o 40 proc. taniej niż w szczycie euforii.
Nałóżmy te trendy na wydarzenia w globalnej gospodarce i na światowych giełdach. Pierwsza fala zwyżki cen ropy zsynchronizowała się z ożywieniem po zaniknięciu reperkusji kryzysu azjatyckiego z 1997 r., zakończonego wiosną 2000 r. pęknięciem "dotcom bubble". Indeks S&P500 wzrósł w latach 1997-2000 dwukrotnie do ponad 1500 pkt. W Stanach realna dynamika PKB oscylowała wówczas nieco powyżej 4 proc., po czym stopniała do przedziału 1-2 proc. w latach 2001-2002. Tamta krótka recesja bardzo dała się we znaki giełdom światowym. S&P500 do jesieni 2002 r. zanegował cały trzyletni dorobek, powracając pod 800 pkt, a DJ Industrial Average spadł z 11 800 do 7500 pkt. WIG20 otarł się o poziom 1000 pkt.