Reklama

RPP nas nie zaskoczy

W samej radzie przeważa stronnictwo "gołębi", a nowy prezes NBP nie zmieni tego układu. Na najbliższym posiedzeniu rady nie należy oczekiwać podwyżki stóp procentowych, ale nadal jest otwarta sprawa takiego posunięcia jeszcze w I półroczu

Publikacja: 29.01.2007 13:09

Wydarzeniem w nadchodzącym tygodniu będzie zapewne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Po pierwsze - będzie to debiut nowego szefa NBP. Zapewne wszyscy obserwatorzy rynków finansowych będą mu się bacznie przyglądać i oceniać. Każdy ruch, gest, poziom emocji. Wszystko wezmą pod uwagę, by wyłuskać jego pozycję w radzie. Po drugie, choć sama decyzja raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, to zapewne z ciekawością zapoznamy się z treścią końcowego komunikatu. Wreszcie poznamy najnowszą projekcję inflacji.

W oczekiwaniu na projekcję

Właśnie ten ostatni czynnik wydaje się tu najważniejszy. Nie od dziś trwa dyskusja nad wiarygodnością ostatniej prognozy zmian cen, sporządzoną przez zespół analityków NBP. Jej "jastrzębi" wydźwięk był szeroko komentowany i nierzadko kontestowany. Wśród części członków rady panuje przekonanie, że projekcja nie oddaje w pełni obrazu rzeczywistości i za bardzo straszy. Ocenia się, że ta najnowsza swoją wymową nie będzie zbyt mocno odbiegać od tej poprzedniej, choć oczekuje się nieco niższych wartości prognozowanej inflacji w bieżącym roku. Możliwość szybszego wzrostu cen w latach następnych będzie prawdopodobnie znowu sygnalizowana. Można domniemywać, że na nowo rozgorzeje dyskusja nad tym, czy i kiedy rada powinna na to zagrożenie reagować.

Jak wiemy, w tej sprawie głosy są podzielone. W samej radzie przeważa stronnictwo "gołębi", a nowy prezes nie zmieni tego układu, o ile go jeszcze bardziej nie usankcjonuje. Na najbliższym posiedzeniu rady nie należy oczekiwać podwyżki stóp procentowych, ale nadal jest otwarta sprawa takiego posunięcia jeszcze w I półroczu. Argumentacja obu stron dyskusji dotyczy wpływu szybkiego wzrostu gospodarczego na procesy inflacyjne. Czy wzrost popytu wpływa na zmiany cen? Czy poprawa na rynku pracy wywołuje parcie na wzrost wynagrodzeń? Jak zmienia się wydajność pracy w porównaniu ze wzrostem wynagrodzeń? Tych kilka pytań, a właściwie odpowiedzi na nie określają stosunek do ewentualnych posunięć RPP. No i najważniejsze. Czy zadaniem Rady jest reagowanie na zagrożenia, czy też antycypacja tych zagrożeń i podejmowanie działań mających na celu ich uniknięcie? Tu także jest pole do dyskusji dla członków rady.

Ostrożność na pewno się przyda

Reklama
Reklama

Fakty są takie. Mamy szybki wzrost gospodarczy, który w IV kwartale 2006 r. wyniósł prawdopodobnie ponad 6 proc., a w całym roku około 5,7 proc. Wynik niezły, ale trzeba się przyglądać, czy nie niesie on zagrożeń. Płace rosną dość szybko, a wydajność musi temu wzrostowi sprostać. Problem w tym, że pojawiają się sygnały, że wzrost wydajności nie jest wystarczająco duży. Na razie wyniki przedsiębiorstw są dobre, ale by były one nadal tak dobre, to przy wzroście płac może pojawić się parcie na wzrost cen produktów tych przedsiębiorstw. Oczywiście, nie każda branża boryka się z takimi problemami i takie mechanizmy mogą mieć różne nasilenie w każdej z nich.

Koszty zatrudnienia mają być redukowane przez zmniejszenie klina podatkowego, o czym pisaliśmy przed tygodniem. Ostatnio - o czym jako pierwsi pisaliśmy w "Parkiecie" - wicepremier Gilowska zasugerowała, że chciałaby, by takie zmiany zaszły jeszcze w tym roku. Rozwiązanie ciekawe, ale czy realne? Wpłynęłoby to na wielkość dotacji dla FUS. Owszem, można liczyć, że dochody w wyniku szybszego od planowanego wzrostu gospodarczego będą większe, ale to pod warunkiem, że faktycznie będzie on szybszy. Obecne prognozy wzrostu PKB w 2007 r. już przekraczają wartości będące założeniami do budżetu. Nikt jednak w tej chwili nie jest w stanie zagwarantować, że ten wyższy wynik zostanie osiągnięty. Wartości, na których opierają się wydatki budżetowe, powinny być ostrożne. Ma to swoje plusy, bo jest szansa, że podobnie jak w 2006 r. deficyt budżetowy będzie mniejszy od planowanego.Zakusy na nadwyżkę

Pytanie, czy uda się ponownie uzyskać tak dobry wynik, albo inaczej, czy faktycznie szybszy wzrost gospodarczy będzie wpływał na oszczędności budżetu? Już teraz pojawiły się zakusy na tak zwaną "nadwyżkę budżetową". Posłowie LPR swoiście definiując "nadwyżkę" zaproponowali zagospodarowanie kwoty będącej różnicą między niższymi planowanymi dochodami a wyższymi realnymi dochodami budżetowymi. Chcą oni "znaczącą część tej kwoty przeznaczyć na rzecz najbiedniejszych emerytów w postaci jednorazowego świadczenia". Jak więc widać, pani premier nie będzie miała łatwego zadania. Pewnie już w czasie wakacji będziemy świadkami podejmowanych przez Zytę Gilowską wysiłków w celu obniżenia składki rentowej. Okaże się wtedy, kto jest silniejszy. W którym kierunku pójdzie premier Kaczyński? Po ostatnich wydarzeniach z górnikami trudno tu być optymistą, a szantaż dymisją ministra finansów może okazać się nieskuteczny.

Inna sprawa to czy w ogóle będzie co dzielić. W tej chwili mówi się o wzroście wyższym od planowanego w budżecie o około 0,5 proc. PKB, ale jest tu ukryty warunek, że na świecie nic szczególnie złego się nie wydarzy. Założenie może i realne, ale z pewnością nie takie pewne. Cały czas sporą niewiadomą jest sytuacja gospodarki amerykańskiej. Już niemal wszyscy doszli do wniosku, że podda się ona "miękkiemu lądowaniu" i po jakimś czasie powróci do szybszego wzrostu. Takie przypuszczenie ujawnili ostatnio także analitycy ING Nationale Nederlanden PTE. Można domniemywać, że za takim podejściem pójdzie także polityka alokacji w samym funduszu emerytalnym.

Problem w tym, że to mimo wszystko dość odważny sąd, zważywszy na to, że cały czas nad gospodarką amerykańską wisi widmo poważniejszych problemów na rynku nieruchomości. Na razie skala osłabienia nie jest duża, ale założenie, że nie będzie już znacznie gorzej, może okazać się błędne. Tu jedną z kluczowych kwestii jest poziom stóp procentowych, czyli po prostu cena finansowania zakupu nieruchomości kredytem. Ostatni wzrost rentowność po długiej stronie krzywej amerykańskiego długu może tym optymistycznym prognozom przeszkodzić. Im wyższy poziom stóp procentowych w USA, tym więcej kłopotów dla nas. Nie tylko ze względu na dynamikę PKB, ale także ze względu na światową konkurencję o kapitał. Wyższe oprocentowanie za oceanem wymusza propozycję lepszych warunków dla inwestorów obecnych w Polsce.

Trochę techniki

Reklama
Reklama

Ubiegły tydzień rozpoczął się w świetnych

nastrojach od zaliczenia nowych rekordów hossy. Niestety, i tym razem nie udało się cen utrzymać na tych wysokich poziomach. Także i tym razem popyt nie zaatakował radośnie po zanotowaniu rekordowych wartości, ale szybko spasował. Na początku piątkowej sesji ceny zaliczyły minimum spadku cen wywołanego kolejnym marnym atakiem na rekordy. Sytuacja może nie jest wymarzoną przez

posiadaczy długich pozycji, ale beznadziejnie też nie jest. Cały czas ceny pozostają nad najbliższym poziomem wsparcia, jakim w tej chwili jest poziom luki hossy i małej konsolidacji z 15-17 stycznia. To są okolice połowy wcześniejszego wzrostu, a więc spadek do tego poziom nie byłby czymś dramatycznym. Można nadal zakładać, że znajdujemy się w formacji klina zwyżkującego. Jej wymowa jest słaba, ale dopiero w chwili wybicia pod dolne ograniczenie. W dłuższym terminie nadal kolejne dołki są na wyższym poziomie, a więc nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić przewagę byków.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama