Apetyt kontrolowanego przez Kreml paliwowego Rosnieftu nie zna granic. Po przejęciu rafinerii oraz większości spółek wydobywczych Jukosu państwowy koncern zamierza kupić też siedzibę bankruta oraz jego stacje benzynowe.
Tajemnicza transakcja
Biurowiec Jukosu został sprzedany na majowym przetargu tajemniczej spółce Prana. Cena wyjściowa pakietu, w którym znalazła się słynna już nieruchomość oraz kilku spółek handlujących ropą, wyniosła 840 milionów dolarów. Walka Prany z firmą Nieft-Aktiw, należącą do Rosnieftu, była na tyle zaciekła, że zwycięzca musiał zapłacić za pakiet 3,9 mld USD. W kilka dni po aukcji okazało się, dlaczego biurowiec Jukosu wzbudzał tak duże emocje. Sam budynek wart był, według wycen ekspertów, maksimum 300 mln USD. Jednak o wiele więcej kosztują małe firmy handlujące ropą, gdyż należy do nich 500 tys. ton produktów ropopochodnych, a na ich zagranicznych rachunkach mogą znajdować się miliony dolarów. Przez dłuższy czas urząd antymonopolowy nie mógł ustalić, do kogo należała Prana. Na rynku pojawiały się opinie, że zwycięzca aukcji może być powiązany z Gazpromem. Teraz wiadomo, że Prana w 99 proc. jest własnością firmy Parson Consulting, zarejestrowanej na Seszelach. Reszta udziałów jest w rękach Władimira Jesakowa, prezesa Prany, który wcześniej współpracował z Gazprombankiem.
Pomimo że tajemnicza firma za nic nie chciała w maju ustąpić pola Rosnieftowi, teraz zamierza odsprzedać łup paliwowemu potentatowi. Rosyjskich ekspertów nie dziwi taki tok wydarzeń. - Właściciele Prany od początku wiedzieli, że Rosnieft wykupi od nich chociaż część aktywów - uważa Maksim Szein, analityk domu maklerskiego Brokerkreditserwis.
Stacje też dla Rosnieftu