"Do 6 lipca Polska będzie wiedziała, czy przystąpi do tego projektu" - powiedział Woźniak. "Kiedy przeanalizujemy rozwiązania przyjęte na Litwie, spróbujemy je zmienić pod nasze potrzeby. Jeśli dalej będziemy na różnych biegunach, wycofamy się. Nie możemy zaakceptować projektu, który przyniósłby nam tylko straty. Jeśli oferta będzie dla nas opłacalna, nadal będziemy nią zainteresowani".
W czwartek litewski Sejm przyjął ustawę o budowie nowej elektrowni atomowej, która ma zastąpić istniejącą elektrownię Ignalina. Polska, Łotwa i Estonia mają mieć po 22% udziałów w nowym projekcie, a Litwa 34%.Litewski udział ma być kontrolowany przez rząd, który ma mieć 51% udziałów w spółce uczestniczącej w projekcie ze strony litewskiej.
Woźniak wyraził wątpliwości co do wysokości udziału Litwy w projekcie. "Udział 34% dla Litwy wydaje się spory, ale jesteśmy otwarci na ich wyjaśnienia" - powiedział, dodając, że Litwa konsultowała projekt ustawy z Polską, nie przyjęła jednak polskich rekomendacji. "[Konsultacje wewnętrznych aktów prawnych między dwoma krajami] są rzadkie. Próbowaliśmy to wykorzystać, ale bez efektu". Woźniak powiedział, że z formalnego punktu widzenia tylko trzy kraje - Estonia, Łotwa i Litwa - są obecnie stronami projektu budowy nowej elektrowni.
"Na razie jesteśmy na pozycji obserwatora" - powiedział Woźniak. Polska liczy na zagwarantowanie możliwości odbioru określonej mocy z nowej elektrowni, która ma być własnością podmiotów całkowicie kontrolowanych przez państwa." Polskim warunkiem jest, aby każdy inwestor był kontrolowany przez państwo" - powiedział Woźniak.
"Polska chce też rezerwacji 800-1.000 megawatów mocy". Zgodnie z planami, nowa elektrownia ma być uruchomiona w 2015 r., a jej moc zainstalowana ma wynosić 1.600-3.000 megawatów. Koszt budowy wyniesie 3-5 mld euro.