Otrzymał już Pan jakieś oferty?
Tak, niejedną. Nie zdecydowaliśmy się jednak na przyjęcie którejkolwiek.
Chciałbym jeszcze prosić o wyjaśnienie inwestorom sprawy stawianych Panu zarzutów prokuratorskich. W prospekcie emisyjnym J.W. Construction wspomniano o tych zarzutach, aczkolwiek nie wyjaśniono dokładnie, czego dotyczyła cała sprawa. Myślę, że w interesie Pana i firmy jest to, aby nie było niedomówień.
Oczywiście. Nie mam nic do ukrycia. Przy czym uprzedzam, że nie jest to krótka historia...
Jestem przekonany, że zainteresuje naszych Czytelników.
Rzecz ciągnie się od 2000 roku, kiedy skontaktował się ze mną jeden ze starych znajomych, z którym znałem się w latach siedemdziesiątych. Umówiliśmy się. Podczas spotkania opowiedział mi o transakcji, którą zamierzał przeprowadzić wraz ze swoimi wspólnikami. Miała ona polegać na nabyciu przez niego i jego wspólników akcji Opolskiej Fabryki Mebli od NFI, przy czym największy pakiet akcji posiadał i transakcję prowadził fundusz zarządzany przez BRE (Pierwszy NFI - red.). Zakupu miała dokonać spółka należąca do owego znajomego i jego wspólników - Abimel Trading. Wartość transakcji szacowano na około 15 mln zł. Przy czym na początek trzeba było wpłacić 2,3 mln zł zaliczki, dlatego panowie zwrócili się do mnie z prośbą o pożyczkę. Finansowanie reszty transakcji mieli podobno wstępnie uzgodnione w jednym z banków.
Ta transakcja rzeczywiście wyglądała obiecująco, gdyż owa fabryka mebli była właścicielem działki w centrum Opola, której wartość rynkowa była równa wartości całej transakcji zakupu OFM. Panowie zapewniali, że mają kupca na te tereny. Było to przekonujące, a J.W. Construction dysponowało wówczas wolną gotówką, więc zgodziłem się na udzielenie tej pożyczki, tym bardziej że ustaliliśmy atrakcyjne oprocentowanie. Oczywiście, w celu ochrony interesów J.W. Construction należało ustanowić odpowiednie zabezpieczenia na wypadek, gdyby pożyczka nie została spłacona.
W umowie został zatem ustanowiony szereg zabezpieczeń spłaty pożyczki, w tym poręczenie wszystkich wspólników wraz z poddaniem się rygorowi egzekucji wprost z aktu notarialnego oraz prawo do ustanowienia hipoteki na nieruchomości przy obwodnicy gdańskiej. Ponadto, w celu zabezpieczenia naszych interesów, nabyliśmy udziały w spółce Abimel Trading, które miały być odsprzedane dotychczasowym wspólnikom po terminowym zwrocie pożyczki.
I w końcu podpisaliśmy umowę pożyczki na 4 mln zł, przy czym na początku uruchomiliśmy 2,5 mln zł (z czego 2,3 mln zł zostało przekazane bezpośrednio do NFI na wspomnianą zaliczkę, a 200 tys. zł dla spółki). Zarząd Abimel Trading podpisał umowę zakupu akcji OFM od NFI.
No i jak rzeczy mogą pójść źle, tak poszły źle. Okazało się, że uzyskanie pieniędzy ze wspomnianego banku wcale nie było takie łatwe. Sprawa się przeciągała, a mijał termin dopłaty pozostałej kwoty za fabrykę. Niektórzy ze wspólników zadeklarowali, że są gotowi zaangażować się finansowo (dotychczas nie wyłożyli swoich środków) i spłacić nam częściowo pożyczkę jako poręczyciele, ale w zamian oczekują pomocy ze strony naszej spółki w formie deklaracji o czasowym poręczeniu kredytu, gdyż bez tego go nie uzyskają. Przenieśli na J.W. Construction własność nieruchomości pod Gdańskiem, a my - zgodnie z ich oczekiwaniem - złożyliśmy terminowe oświadczenie o gotowości poręczenia kredytu.
Okazało się jednak, że bank nie jest zainteresowany finansowaniem inwestycji, a w konsekwencji - z braku odpowiednich środków - transakcja nie mogła dojść do skutku. NFI zatrzymało zaliczkę. My oczywiście próbowaliśmy odzyskać te pieniądze. Ten kawałek ziemi pod Gdańskiem nie zaspokoił naszych oczekiwań, gdyż był wart znacznie mniej. Zmieniliśmy zarząd w Abimel Trading, jej prezesem został Tomasz Panabażys.
Który później również został oskarżony... a obecnie jest członkiem zarządu J.W. Construction...
Zgadza się. Sęk w tym, że owa firma nie miała żadnego majątku. Podjęliśmy więc działania, żeby odzyskać chociażby część wpłaconej zaliczki. Wszczęliśmy postępowanie egzekucyjne w stosunku do poręczycieli pożyczki, a z drugiej strony próbowaliśmy odzyskać pieniądze od NFI. Zaproponowałem NFI ugodę. Chciałem, aby zwrócił nam tylko 1/4 kwoty - w końcu przecież przejęliśmy działkę pod Gdańskiem. NFI nie zgodził się jednak na ugodę. Sprawa znalazła swój finał przed sądem arbitrażowym przy KIG w Warszawie, którą spółka Abimel, reprezentowana przez profesjonalnych pełnomocników, wygrała.
Wspomniana zaliczka na zakup OFM została wystawiona w formie czeku, którego NFI nie przyjął. Następnego dnia dostarczony został drugi czek. Jednak już tego pierwszego dnia podpisana została umowa sprzedaży fabryki. Ale nie mogła być ona ważna...
... gdyż nie było zaliczki?
Dokładnie. W sensie prawnym miał to być zadatek. Ta techniczna kwestia pozwoliła nam wygrać sprawę w arbitrażu.
Ale tu się zaczęły problemy. Jak tylko wygraliśmy tę sprawę w arbitrażu, mimo że jeszcze nie otrzymaliśmy pieniędzy (czekaliśmy na nie jeszcze około czterech lat), byli wspólnicy Abimel Trading zażądali od nas wypłaty kwoty stanowiącej równowartość gruntów pod Gdańskiem, których własność na nas dobrowolnie wcześniej przenieśli. Nie godziliśmy się na taką wypłatę, gdyż nie odzyskaliśmy całości pożyczki, nie mówiąc o odsetkach. Ponadto wartość rynkowa tych gruntów nie była nawet równa kwocie, po jakiej je na nas przeniesiono, tymczasem żądania dotyczyły jeszcze wyższych kwot. Byliśmy natomiast gotowi oddać im te grunty. Ich z kolei interesowały wówczas już tylko pieniądze. No i rozpoczął się szereg spraw w różnych sądach - od Starogardu Gdańskiego po Warszawę. Wygrywaliśmy te sprawy, jednak utrudniały one nam egzekwowanie należności od NFI, bo np. do czasu korzystnych dla nas wyroków w Gdańsku było ustanowione zabezpieczenie na należnościach od NFI.
A skąd się zatem wzięły zarzuty prokuratorskie?
Panowie zgłosili się też do prokuratury w Starogardzie, zarzucając mi to, że ja z góry zakładałem taki scenariusz wydarzeń, tj. oszustwo. Prokuratura Rejonowa w Starogardzie Gdańskim, po blisko trzyletnim śledztwie, sprawę umorzyła.
Myśleliśmy, że to już koniec tej całej historii. Ni stąd, ni zowąd, rok temu, czyli po sześciu latach od tej niedoszłej transakcji, otrzymałem wezwanie z prokuratury w Warszawie jako podejrzany w tej sprawie. Postawiony mi zarzut jest, moim zdaniem, pozbawiony sensu i logiki, a w sprawie jest cały szereg nieścisłości.
Skierowane przeciwko mnie oskarżenie jest bezpodstawne i mam nadzieję, że znajdzie to potwierdzenie w orzeczeniu wydanym przez niezawisły sąd.
Wyjaśnijmy też, co prokuratura zarzuciła panu Panabażysowi.
W tej kwestii nie chciałbym się wypowiadać, gdyż nie zostałem do tego upoważniony. Mogę jedynie powiedzieć, że również zarzuty postawione panu Panabażysowi są, zdaniem prawników go reprezentujących, bezpodstawne.
Dziękuję za rozmowę.
fot. Andrzej Cynka