Po wyraźnych poniedziałkowych spadkach na kolejnych dwóch sesjach notowania ropy ustabilizowały się w pobliżu 71-72 dolarów za baryłkę. Wczoraj ropa nawet lekko staniała mimo niekorzystnego raportu amerykańskiego Departamentu Energii o jej zapasach w USA (spadły w minionym tygodniu o ponad 4 mln baryłek, dużo bardziej niż 2,7 mln baryłek oczekiwane średnio przez analityków; zamiast wzrosnąć, zmniejszyły się także zapasy benzyny). Eksperci zajmujący się rynkiem surowcowym wskazują, że w najbliższym czasie notowania ropy mogą dalej iść w dół, jednak zapewne już nie tak szybko, jak parę dni temu. Od rekordu 78,77 USD za baryłkę, ustanowionego w poprzedni wtorek w Nowym Jorku, ropa staniała przez cztery kolejne sesje aż o 9 proc. Na sytuację na rynku ropy wpływają oczekiwania spowolnienia amerykańskiej gospodarki, największego konsumenta surowca, wskutek problemów na rynkach nieruchomości i kredytowym. Obawy o jej stan jeszcze się pogłębiły po publikacji w zeszłym tygodniu danych dotyczących amerykańskiego rynku pracy i koniunktury w sektorze usług. Część analityków jest przygotowana na powtórkę scenariusza z zeszłego roku, kiedy ropa w sierpniu i wrześniu, po uprzednich rekordach, staniała o około 20 dolarów. Może się tak stać, jeśli kapitał spekulacyjny zapragnie zrealizować zyski. Według specjalistów z ABN Amro, dla światowej gospodarki będzie bardzo dobrze, jeśli ropa stanieje chociaż do około 70 USD, bo wtedy prognozy wzrostu nie będą zagrożone. Wczoraj w Londynie za baryłkę gatunku Brent płacono po 71,3 USD, w porównaniu z 71,8 USD dzień wcześniej i 77,05 USD na koniec sesji z poprzedniego wtorku.
PARKIET