Wczorajsza sesja zakończyła się pokaźnymi wzrostami, co było efektem odreagowania na światowych giełdach. U podstaw tego leży zapewne opadnięcie emocji po dramatycznych spadkach z zeszłego tygodnia i ratunkowe działania Fedu. Pytanie, czy rynki właśnie zakończyły spadki, czy to tylko korekta rozpoczętego ruchu spadkowego? W mojej opinii bardziej prawdopodobny jest drugi wariant, gdyż za kontynuacją spadków przemawia więcej czynników. Po pierwsze, panuje spora niepewność co do strat spowodowanych przez problemy rynku hipotecznego w Stanach Zjednoczonych i do momentu posiadania pełnego obrazu ten klimat powinien się utrzymywać. Zagrożenie co do dalszych nieujawnionych strat może potrwać nawet kilka miesięcy. Po drugie, na rynku panuje olbrzymia zmienność, co raczej nie wpływa na racjonalność podejmowanych decyzji. Wczorajsza sesja w Polsce czy ostatnie dni w Hongkongu pokazują to idealnie.
Trzeci argument to dane makroekonomiczne, a konkretnie oczekiwane spowolnienie gospodarcze. Tutaj również nie ma pewności co do jego skali, wiadomo tylko, że objawy już widać w strefie euro (Włochy, Francja, Niemcy) i w Stanach Zjednoczonych. Konsumpcja w tych krajach teoretycznie powinna słabnąć, więc cały ciężar skupi się na rynkach wschodzących. Głównym rozgrywającym są tutaj Chiny i pytanie, kiedy zacznie się tam pogarszać. Na razie mamy tam problemy z żywnością, rosnącą inflację i stopy procentowe oraz problemy z jakością produkcji. Każdy, kto był ostatnio w Kraju Środka, mógł zobaczyć wręcz hazardowe podejście wszystkich Chińczyków do gry na giełdzie i masowość tego zjawiska. Pytanie podstawowe jest więc takie, kiedy przyjdzie czas na zimny prysznic, porównywalny zapewne w skali do polskiego 1993 roku. Na razie giełda w Szanghaju wycenia spółki o jakieś 80 proc. wyżej od wycen tych samych walorów na giełdzie w Hongkongu. Jak gorący jest to rynek, mieliśmy próbkę w ostatnich kilku dniach, kiedy to Hang Seng pofrunął o blisko 20 proc. na wieść, że Chińczycy będą mogli również inwestować w Hongkongu, co powinno uśrednić wyceny. Jedno jest pewne, warszawska giełda będzie cały czas patrzeć na światowe i to tam się wszystko rozegra.