W minionych dwóch miesiącach posiadacze akcji spółek zajmujących się wydobyciem lub przetwarzaniem metali przeżywali ciężkie chwile. Od szczytu z 26 czerwca do dołka z 16 sierpnia obliczany przez nas indeks Metale zanurkował o 33 proc. Chociaż moment i zasięg spadków był trudny do przewidzenia, to samo przesilenie nie było żadnym zaskoczeniem, a ryzyko było ponadprzeciętne. Już w poprzedniej analizie branżowej opublikowanej 11 czerwca (a więc w momencie gdy punkt zwrotny na rynku był już bardzo bliski), pisaliśmy, że "za atut branży trudno uznać poziom wycen", i że "z kontynuacją hossy może być problem".
Trend boczny,
ale nie spadkowy
Mimo tych przytłaczających statystyk, z punktu widzenia analizy technicznej nie można, przynajmniej na razie, stwierdzić, że branża pogrążyła się w długoterminowym trendzie spadkowym. Nie został bowiem spełniony najważniejszy formalny wymóg - indeks Metale nie przebił serii dołków z okresu grudzień 2006 r. - marzec br. (chociaż, jak widać na wykresie, groźba pokonania wsparcia była bardzo realna).
Z drugiej jednak strony, te same fakty nie pozwalają na stwierdzenie, że utrzymuje się trend wzrostowy, bo zgodnie z jego definicją, kolejne szczyty i dołki powinny być położone coraz wyżej. Podczas gdy to pierwsze kryterium jest wciąż spełnione (historyczny szczyt z czerwca jest wyżej niż szczyt z listopada ub. r.), to indeks nie zdołał "obronić" drugiego warunku - ostatnie dołki są położone na tej samej wysokości. W perspektywie ponad pół roku mamy więc raczej do czynienia z trendem bocznym. Fakt ten skłania do neutralnego nastawienia do akcji spółek z branży, do czasu pojawienia się wyraźnych sygnałów rozpoczęcia trendu spadkowego (świadczyłoby o tym przebicie wspomnianych dołków) lub powrotu trendu wzrostowego (konieczne do tego byłoby pokonanie przez indeks czerwcowego maksimum).