Wczorajsza sesja rozwiała nadzieje na szybki skok indeksów w górę i błyskawiczne odrobienie strat z przełomu lipca i sierpnia. WIG20 zanurkował o 2 proc., niwelując tym samym zyski z poprzednich trzech sesji. Równocześnie widać, że wcale nie minął jeszcze okres podwyższonej zmienności, a nudny poniedziałek i wtorek co najwyżej uśpiły czujność inwestorów. Na pogorszeniu nastrojów znowu zaważyły słabsze dane z USA. Wygląda na to, że wszelkie doniesienia z amerykańskiego rynku nieruchomości będą jeszcze długo wywoływać nerwowość na światowych giełdach.
Co wczorajsza przecena oznacza dla sytuacji technicznej indeksów? Zacznijmy od WIG20. Na jego wykresie powstała długa czarna świeca, zakrywająca z nawiązką dwa poprzednie białe korpusy. W krótkim terminie to z pewnością zdecydowanie negatywny sygnał. Wydaje się jednak, że nie warto przeceniać tego faktu, biorąc pod uwagę to, jak zachowywał się WIG20 choćby w minionym tygodniu. Skoro wówczas mieliśmy ciągłe zmiany nastrojów i występujące na zmianę białe i czarne świece, to dlaczego taki scenariusz nie ma się powtórzyć i tym razem? Tym bardziej że długość wczorajszej czarnej świecy jest i tak mniejsza niż tych z poprzedniego tygodnia. Nie byłoby więc zaskoczeniem, gdyby kolejne sesje przyniosły znowu równowagę sił i stabilizację WIG20 mimo przejściowych wahań. Warto zauważyć, że wczoraj indeks 20 największych spółek powrócił do przeciętnego poziomu z ostatnich 10 sesji, trudno więc mówić o jakimś zdecydowanym odwrocie kupujących i przełomowym sygnale.
Do radykalnych wniosków wczorajsza zniżka z pewnością nie skłania też w przypadku indeksu średnich spółek mWIG40. Spadek o 0,9 proc. nie podważył krótkoterminowego trendu wzrostowego, który trwa od połowy sierpnia. Trend ten doprowadził m.in. do zamknięcia luki bessy z 10 sierpnia (4624-4761 pkt), częściowo już zakrytej 13-14 sierpnia. Tendencja ta stanęłaby pod znakiem zapytania dopiero po zniwelowaniu połowy całej fali wzrostowej, co oznaczałoby spadek mWIG40 w okolicę 4500 pkt.
Parkiet