Ropa znów jest w cenie. Przez dwa tygodnie jej notowania podskoczyły o blisko 8 proc. i osiągnęły poziom najwyższy od miesiąca. Wśród inwestorów rośnie przekonanie, że nawet ewentualne pogorszenie koniunktury gospodarczej w USA nie wpłynie na globalny spadek zapotrzebowania na ropę. A przecież jeszcze niedawno wieszczono powtórkę z zeszłego roku i ostry zjazd notowań ropy we wrześniu, po zakończeniu sezonu motoryzacyjnego w USA, kiedy popyt na ropę aż do nastania sezonu grzewczego zwykle spada. Na rynku w Nowym Jorku cena baryłki tymczasem znowu przekroczyła barierę 75 USD i znowu zaczęto mówić o rekordach. Według niektórych analityków, lada dzień notowania mogą dojść do 77 USD. Duże znaczenie będzie mieć szczyt kartelu OPEC, do którego dojdzie już w najbliższy wtorek. Z wypowiedzi przedstawicieli państw członkowskich wynika, że mimo wysokich cen nie ma co liczyć na podwyższenie kwot produkcji, bo, zdaniem kartelu, rynek ropy jest dobrze zaopatrzony.

Wczoraj notowania ropy nie zmieniły się wiele - po południu w Londynie płacono po 73,95 dolara za baryłkę gatunku Brent, tylko o 3 centy więcej niż we wtorek. Sesja stała pod znakiem wyczekiwania na dzisiejszą publikację danych o zapasach surowca w Stanach Zjednoczonych (tym razem jest przesunięta o jeden dzień naprzód, bo w poniedziałek było w USA Święto Pracy). Oczekuje się, że wyraźnie, o 1,3 mln baryłek przeliczeniowych, zmniejszyły się w USA w minionym tygodniu zapasy benzyny, głównie ze względu na przerwy w pracach rafinerii. Prognozy wskazują też na ósmy w ciągu dziewięciu tygodni spadek rezerw samej ropy.

PARKIET