Reklama

Sejm się dzisiaj rozwiązuje. Dobry dzień dla gospodarki?

W parlamencie dziś będzie gorąco. Odbędzie się głosowanie nad samorozwiązaniem Sejmu. Wygląda na to, że decyzja o zakończeniu kadencji zapadnie. Tymczasem wiele spraw pozostaje nierozstrzygniętych, a przedwyborczy okres znów okazuje się niedobrą porą dla decyzji wpływających na gospodarkę

Publikacja: 07.09.2007 07:35

Samorozwiązanie Sejmu dziś jest prawie pewne. Zapowiadało się na to od kilku tygodni. Środowiska biznesowe mówią: szybkie zakończenie obecnej kadencji jest dla gospodarki bardziej korzystne niż utrzymywanie panującego od miesięcy chaosu. Zwłaszcza że rząd i posłowie - w perspektywie nadchodzących wyborów - są skłonni hojną ręką wydawać publiczne pieniądze. Z drugiej strony są też przepisy, bez przyjęcia których gospodarka może mieć poważne problemy. Tak czy inaczej, ciągła niestabilność polityczna nie wzmacnia fundamentów naszej gospodarki.

Pracowitość w ostatniej chwili

Wciąż nie można przesądzić, czy w przypadku dzisiejszego rozwiązania Sejmu przed wyborami zwołane zostaną jeszcze jakieś dodatkowe posiedzenia. Liderzy PO i PiS kilka razy mówili, że będą one konieczne, aby zatwierdzić poprawki, które zgłosi Senat do projektów, nad jakimi wczoraj głosowali posłowie. Z drugiej strony posłowie mówią, że jest jeszcze tak dużo do zrobienia, iż nawet jeśli jutro nastąpi wcześniejsze zakończenie kadencji, to w sobotę mogą być prowadzone kolejne głosowania.

Niezależnie jednak od tego, czy zaplanowane wczoraj na 19-21 września dodatkowe posiedzenie Sejmu odbędzie się, wiadomo już, że nie ma szans na przyjęcie przepisów o emeryturach pomostowych. Zmiany miały ograniczyć możliwość przechodzenia na wcześniejsze świadczenia. Ze względu na opóźnienia w pracach nad ustawą, na tzw. szybkiej ścieżce legislacyjnej znalazł się poselski projekt nowelizacji przepisów o rentach i emeryturach z funduszu ubezpieczeń społecznych. Jeśli Sejm zdąży ją przegłosować, wygasający z końcem tego roku system wypłat wcześniejszych emerytur wydłuży się do końca 2008 roku. To będzie kosztowało budżet ok. 15-16 mld zł. Jeśli jednak ustawa ta nie zostanie przyjęta, to przywileje emerytalne stracą wszyscy mający obecnie do nich prawo.

Nas na to wszystko stać

Reklama
Reklama

W środę Sejm przegłosował projekt przepisów utrzymujących 7-proc. stawkę VAT na część mieszkań i domów (chodzi o tzw. budownictwo społeczne). Rzutem na taśmę poparcie posłów zyskała też ulga na dzieci w podatku PIT na poziomie prawie 1200 złotych. Rada Ministrów chciała, aby wynosiła ona 572 złote. Zaproponowana przez Prawicę Rzeczypospolitej poprawka, jeżeli zostanie ostatecznie zatwierdzona przez parlament, będzie skutkowała kosztami dla budżetu na poziomie około 6,5 miliarda złotych rocznie, wobec planowanych wcześniej niecałych trzech miliardów. - Można wobec tego powiedzieć, że PiS popełnia w tej sytuacji podwójny błąd, bo popierając wzrost ulgi na dzieci, znacznie uszczupla wpływy do budżetu z tytułu podatku dochodowego, a jednocześnie chce podtrzymać przywileje dla osób uprawnionych do przechodzenia na wcześniejsze emerytury. To może być nie do zniesienia dla finansów publicznych - uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP "Lewiatan".

Jednak inni ekonomiści zauważają, że PiS musi się liczyć z faktem, że po wyborach znów będzie tworzył rząd lub współtworzył koalicję. Dlatego nie można wykluczyć, że projekt tak istotnie zwiększający ulgę podatkową na dzieci, zostanie jeszcze zmieniony w Senacie.

Przypomnijmy jednak, że Rada Ministrów zatwierdziła w ubiegłym tygodniu przygotowany przez ministerstwo pracy projekt rozporządzenia, na mocy którego od 2008 roku wynagrodzenie minimalne rośnie z 936 do 1126 złotych. Jak informowaliśmy w "Parkiecie", pomysłowi sprzeciwili się minister finansów Zyta Gilowska i szef resortu gospodarki Piotr Woźniak. Premier Jarosław Kaczyński ich uwag jednak nie uwzględnił, mówiąc, że wzrost płacy minimalnej jest dobry dla gospodarki.

Przedwyborczy wysyp

O ile jednak szacuje się, że dla budżetu wzrost płacy minimalnej będzie wiązał się ze wzrostem kosztów "tylko" o około 180 mln rocznie, o tyle na kosztowne dla nich zmiany narzekają organizacje przedsiębiorców. - Wzrost płacy minimalnej do 1126 zł wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne, odprowadzane przez pracodawcę, oznacza koszt blisko 1400 zł. W skali roku jest to wzrost kosztu o około 2600 zł na jednego zatrudnionego - podsumowują eksperci Konfederacji Pracodawców Polskich.

Przedłużenie dotychczasowych zasad przechodzenia na wcześniejsze emerytury, podwyżka płacy minimalnej i ustalony niedawno wzrost wynagrodzeń w budżetówce sprawiają, że trzeba przeszacować założenia do budżetu. Oblicza się, że na skutek wprowadzonych niedawno zmian wydatki zwiększą się o około 27 miliardów złotych. Rząd tak czy inaczej do 30 września prześle budżet do Sejmu. Przed problemem poprawiania go staną nowy Sejm i rząd.

Reklama
Reklama

Na rynek nie było czasu?

Na wczorajsze posiedzenie Sejmu zaplanowano rozpatrzenie projektu ustawy dezubekizacyjnej i o usunięciu symboli komunizmu z życia publicznego. W programie obrad znalazły się też takie dokumenty, jak projekt ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Istnieje również spora szansa na to, aby Sejm przyjął przed wyborami tzw. specustawę budowlaną. Nic jednak nie da się już zmienić w sprawach istotnych dla rynku kapitałowego. Mimo nacisku ze strony Ministerstwa Finansów, Sejm tej kadencji nie zajmie się ustawami z "pakietu giełdowego". Tymczasem już jesteśmy objęci przez Brukselę tzw. postępowaniem dyscyplinującym, ponieważ do listopada powinniśmy dostosować prawo rynku kapitałowego do zaleceń zawartych w dyrektywach unijnych (chodzi przede wszystkim o dyrektywę MiFID dotyczącą rynku instrumentów finansowych).

Zgodnie z pierwotnymi założeniami rządu, jeszcze w tym roku miały zostać przyjęte trzy projekty ustaw: o obrocie instrumentami finansowymi, o ofercie publicznej oraz o funduszach inwestycyjnych.

Do Komisji Europejskiej wysłaliśmy informację, że ustawę o obrocie do dyrektywy MiFID dostosujemy do października. Teraz widać, że nie mamy na to szans. Prace nad nią zostały wstrzymane, kiedy marszałek Ludwik Dorn wystąpił do Kancelarii Premiera Rady Ministrów z prośbą o rozważenie, czy projekt nowelizacji nie powinien zostać rozbity na dwa dokumenty - jeden obejmujący implementację przepisów europejskich, a drugi - inne propozycje uczestników rynku kapitałowego (w tym dotyczące krótkiej sprzedaży).

Źle jest nic nie zmieniać

Efekt jest taki, że zarówno fundusze inwestycyjne, biura maklerskie, jak i inni uczestnicy rynku kapitałowego przygotowują się do dalszego działania na starych zasadach. Ile czasu Komisja Europejska będzie znosić naszą opieszałość w tej kwestii - nie wiadomo. Ze strony rynku kapitałowego płyną głosy, że dostosowanie do unijnych wymogów będzie generować nowe koszty. Wszyscy są jednak zgodni co do tego, że MiFID wprowadza zasady, które czynią rynek kapitałowy bardziej przejrzystym i przyjaznym dla klientów.

Reklama
Reklama

Ekonomiści czekają na zmiany

- Jeśli sytuacja polityczna w Polsce zostanie szybko wyjaśniona, to nie należy oczekiwać zmiany nastawienia zagranicznych inwestorów do prowadzenia interesów w naszym kraju - uważa Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska. - Gdyby ta patowa sytuacja polityczna trwała dłużej - na przykład ponad 3 miesiące - mogłoby to negatywnie wpłynąć na czas podejmowania określonych decyzji administracyjnych. Skutkiem mogłyby być opóźnienia w napływie inwestycji zagranicznych - dodaje.

Zaniepokojenie narastającym chaosem w życiu politycznym wyraziła wczoraj Polska Rada Biznesu. Jak podała PAP, zdaniem przedstawicieli PRB, rząd przez ostatnie dwa lata za mało zajmował się sprawami gospodarczymi. Z drugiej strony inni ekonomiści określają obecny rząd jako "neutralny wobec gospodarki". To właśnie dzięki temu zagraniczne firmy, gdy podejmują decyzje o lokowaniu w Polsce swoich inwestycji, nie przywiązują zasadniczej wagi do obecnej sytuacji na scenie politycznej i do konkretnych posunięć rządu.

komentarze

Jacek Wiśniewski

Reklama
Reklama

Główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska

Gorzej już chyba nie będzie

Najnowsze wydarzenia polityczne nie powinny mieć większego wpływu na rynek kapitałowy. Inwestorzy zdyskontowali już to wszystko, co obecnie dzieje się na naszej scenie politycznej. Ma to swoje odzwierciedlenie w cenach akcji. Wydaje się, że inwestorzy biorą pod uwagę dwa scenariusze wydarzeń.

Pierwszy, jeśli koalicja powstanie pod kierownictwem PiS, zakłada, że polityka gospodarcza nie powinna odbiegać od dotychczasowej i być neutralna.

W drugim przypadku rozpatrywane jest powstanie rządu, na czele którego staną przedstawiciele PO, co daje szansę na poprawę tej polityki. Bez względu jednak na to, który scenariusz zostanie zrealizowany, nikt nie zakłada pogorszenia polityki gospodarczej.

Reklama
Reklama

Podobne założenia są w odniesieniu do całej gospodarki. Do tej pory wpływ rządu na życie gospodarcze naszego kraju był znikomy. Rząd może oddziaływać na gospodarkę głównie poprzez akty prawne. A jak dotychczas liczne projekty ustaw przedstawiane podczas konferencji prasowych nie weszły w życie.

Niekorzystne są oczywiście wszystkie ustawy, które powiększają wydatki budżetowe.

Część przedsiębiorców pokłada nadzieję, że zmiana ekipy rządzącej przyniesie przyspieszenie wprowadzania w życie ustaw sprzyjających rozwojowi biznesu. Chodzi na przykład o tak zwany pakiet Kluski, który nie został wprowadzony w życie.

Najkorzystniejsze byłoby powstanie koalicji, która położy nacisk na deregulację gospodarki (np. pakiet Kluski) oraz trwałe rozwiązanie spraw związanych z systemem emerytalnym, mistrzostwami Euro 2012 czy budownictwem.

Andrzej Bratkowski

Reklama
Reklama

główny ekonomista Pekao

Najgorsze byłoby spełnianie kosztownych obietnic

Rozwiązanie Sejmu może mieć wyłącznie pozytywny wpływ na życie gospodarcze Polski. Najgorsze jest utrzymywanie się stanu niepewności, kiedy te przyspieszone wybory się odbędą, bo panuje przecież powszechne przekonanie, że do tego dojdzie.

Niepokojąca byłaby sytuacja, w której wybory miałyby się odbyć w przyszłym roku, niezależnie od tego, czy nadal rządzić będzie PiS, czy rząd utworzony przez obecną opozycję. Może to stanowić zagrożenie dla budżetu, bo w perspektywie nadchodzących wyborów pokusa zwiększania wydatków jest dla każdej partii szczególnie silna. Najgorszy wariant to rządy tych, którzy wiedzą, że przegrają wybory, a swoimi obietnicami chcieliby zmniejszyć skalę porażki, a dodatkowo to nie oni, ale rywale polityczni musieliby realizować te obietnice.

Nowe wybory to szansa, że w końcu wyklaruje się sytuacja, w której ktoś będzie podejmował decyzje gospodarcze. Teraz na takie decyzje nie ma co liczyć.

Inwestorów giełdowych całe to zamieszanie polityczne wydaje się nie dotykać. Chociaż ostatni przykład akcji spółek należących do Ryszarda Krauzego pokazuje, że polityka ma swój wpływ na giełdę. Nie sądzę jednak, żeby inwestorzy uważali, że polityka dotknie rynek kapitałowy. Taki wpływ byłby bardziej realny właśnie przy przeprowadzaniu rozwiązań obciążających budżet, a w konsekwencji mających przełożenie na wysokość stóp procentowych i giełdę.

Bogusław Grabowski

prezes Skarbiec AMH

Wizerunek Polski ma szansę się poprawić

Bieżące wydarzenia polityczne generalnie nie mają większego wpływu na obecne wydarzenia gospodarcze w skali makro. Największe znaczenie mają w dłuższym okresie za sprawą powstających regulacji prawnych dotyczących gospodarki czy otoczenia biznesowego. W mniejszej skali mogą mieć szczątkowy wpływ na życie gospodarcze. Dzieje się tak w chwili zaniechania przez administrację państwową określonych działań skutkujących opóźnianiem wprowadzenia w życie wybranych aktów prawnych. Mogą to być ministrowie, którzy z różnych przyczyn odwlekają wprowadzenie w życie postanowień, ustaw czy przepisów niepopularnych z punktu widzenia ich elektoratu, takich jak na przykład decyzja o emeryturach pomostowych.

Zawirowania polityczne tworzą jednak pewien klimat, który jest istotny przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, szczególnie przez inwestorów zagranicznych. Inwestor, który rozważa prowadzenie biznesu w Europie Środkowo-Wschodniej i ma do wyboru Polskę, Czechy czy Estonię, weźmie z pewnością pod uwagę brak stabilności i bezpieczeństwa prowadzenia biznesu, wynikający z różnych perturbacji politycznych. A to może wpłynąć negatywnie na jego decyzję.

Niepokoje polityczne przekładają się też na postrzeganie Polski za granicą. Szkody, jakie można wyrządzić gospodarce przez popsucie wizerunku naszego kraju, są trudno mierzalne. Tym bardziej że skutki mogą być długookresowe. Odczuwalne będzie to wtedy w szeroko rozumianym biznesie, a także w poszczególnych segmentach gospodarki. Choćby w branży turystycznej, która straci ze względu na mniejszą liczbę odwiedzających nasz kraj. Jeśli chodzi o rynki kapitałowe, to zapowiedź zmiany przyjmowana jest ze strony inwestorów bez większych emocji. Nie ma przecież już praktycznie partii, która nie byłaby u władzy. Dlatego inwestorzy nabrali przekonania, że polska scena polityczna nie jest w stanie wykreować ekipy, która umiałaby dobrze poprowadzić politykę gospodarczą. Co najwyżej kolejne ekipy starają się nie szkodzić tej gospodarce. Dla życia gospodarczego i rozwoju kraju najlepiej, żeby w Polsce rządziła jedna partia. Odpowiednia byłaby Platforma Obywatelska, która ma najlepszy program gospodarczy. Nie wierzę jednak, że to się uda. Wydaje się, że krajem będzie kierować koalicja PO-LiD-PSL. Będzie ona oczywiście targana wewnętrznymi konfliktami, ale dla gospodarki i tak będzie lepsza niż działania rządu w ostatnich dwóch latach.

Jakich ustaw Sejm już nie przyjmie

- O emeryturach pomostowych

Reforma emerytalna ma zostać opóźniona o rok. Wcześniej zakładano, że nowe przepisy mocno ograniczą grupę osób uprawnionych do wcześniejszych świadczeń. Okres przedwyborczy okazał się niedobrym okresem na przyjmowanie ustaw tnących kosztowne przywileje.

- O nadzorze właścicielskim

Projekt ten, zaproponowany przez resort skarbu, miał usprawnić nadzór nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa. Organizacje przedsiębiorców ostro skrytykowały zaproponowane przez rząd przepisy.

- O swobodzie działalności gospodarczej

Ten mający wprowadzać ułatwienia dla przedsiębiorców projekt zapowiedziano jako część tzw. pakietu Kluski. Mimo trwających od początku działalności tego rządu prac, dokument pozostaje w zawieszeniu. Paradoksalnie, środowiska biznesowe nie kryją zadowolenia, uznając, że propozycje rządu przyniosłyby zbyt mało udogodnień dla firm.

Jakie szanse stwarzają wybory

- Dla budżetu

Ograniczenie wydatków oraz takie skonstruowanie budżetu, aby umożliwił płynne przejście przez okres wolniejszego wzrostu gospodarczego.

- Dla euro

Szybkie obniżenie deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB i utrzy- manie niskiej inflacji. To pozwoli spełnić kryteria wprowadzenia euro.

- Dla prywatyzacji

Może być tylko lepiej. Niezależnie, jaki będzie przyszły rząd, na pewno będzie bardziej otwarty na prywatyzację państwowych firm.

- Dla działalności gospodarczej

W kolejce do wprowadzenia w życie czeka pakiet Kluski. Być może powstanie lepsza propozycja, ale od czegoś trzeba zacząć.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama