Początek czwartkowej sesji przypominał trzy poprzednie w tym tygodniu. Na parkiecie praktycznie nic się nie działo. Około 0,5-proc. wzrosty głównych indeksów trzeba raczej wytłumaczyć niechęcią sprzedających do pozbywania się akcji niż zapałem kupujących. Można było odnieść wrażenie, że nasi inwestorzy postanowili przeczekać zamieszanie na zagranicznych parkietach i wręcz zawiesili handel akcjami.
Poruszenie na rynku zaczęło się po południu, gdy agencje podały, że sąd odrzucił wniosek KGHM Polska Miedź o wypłatę drugiej transzy dywidendy. Sąd podjął decyzję o zabezpieczeniu przeznaczonych na ten cel 1,7 mld zł do czasu rozpatrzenia pozwu Ryszarda Zbrzyznego (posła i związkowca), który zaskarżył uchwałę o podziale ubiegłorocznego zysku. Sprawa ma być rozpatrzona 18 września. Oddalenie odwołania lubińskiego kombinatu miedziowego od decyzji sądu natychmiast przełożyło się na kurs spółki. Akcje KGHM potaniały do 109 zł. Decyzja sądu wydaje się jednak jedynie odroczeniem tego co nieuchronne. Patrząc na układ sił na WZA (dominującym udziałowcem jest Skarb Państwa), trudno sobie bowiem wyobrazić korzystne dla związkowców rozwiązanie tego problemu. Na koniec notowań za jedną akcję płacono 110,1 zł, czyli 1,26 proc. poniżej środowego zamknięcia.
Ostatnie minuty handlu przyniosły pogorszenie nastrojów i w krótkim czasie indeks WIG20 dotarł do poziomu 3538 pkt, tracąc ponad 0,8 proc. Podobnym spadkiem zakończył czwartkowe notowania WIG. Obroty na całym rynku wyniosły 1,45 mld zł. Zasięg spadków w końcówce sesji wystarczył do tego, żeby na rynku pojawiły się głosy o umorzeniach jednostek w funduszach inwestycyjnych - zarówno polskich, jak i zagranicznych.
Z przebiegu ostatnich sesji wyraźnie widać, że na rynkach akcji ciągle rządzi niepewność. Powoduje to, że w dalszym ciągu o przebiegu notowań będą decydowały emocje. Każde negatywne doniesienie ze spółek lub sygnały o kłopotach instytucji finansowych będą owocowały nerwową reakcją inwestorów.
Parkiet