Nowojorskie giełdy w piątek już w pierwszych minutach sesji miały straty przekraczające 1 proc., a później minusy rosły. Nerwy inwestorów puściły, kiedy dowiedzieli się, że w ubiegłym miesiącu, po raz pierwszy od 2003 roku, spadło zatrudnienie w amerykańskich firmach. Ta informacja była dla wielu graczy i ekonomistów zaskakująca. Spodziewano się przyrostu 100 tys. miejsc pracy, a ich liczba zmalała o 4 tys. Spadek niewielki, ale dystans do oczekiwań niemały. Wzrosły obawy, że gospodarka USA zmierza ku recesji, przekonanie, iż już szkodzi jej kryzys w nieruchomościach oraz zamieszanie na rynkach finansowych, którego zapalnikiem był segment ryzykownych kredytów hipotecznych z powodu rosnącej liczby przypadków niespłacania pożyczek na zakup domów. Tydzień temu w tej sprawie zabrali głos prezydent USA George W. Bush i Ben Bernanke, szef banku centralnego (Fed). Obiecano pomoc tym kredytobiorcom, którzy popadli w tarapaty nie z własnej winy, a teraz grozi im utrata domów. Jeszcze w tym roku gwałtownie mogą wzrosnąć miesięczne spłaty zobowiązań 1,3 miliona Amerykanów, którzy wzięli ryzy-

kowne kredyty. Na nastroje inwestorów miał też wpływ Alan Greenspan, były szef amerykańskiego banku centralnego, który powiedział, że dostrzega zjawiska podobne do tych, które poprzedziły krach z 1987 roku i 1998 r. Bank inwestycyjny Bear Stearns tracił trzeci dzień z rzędu. Bank of America zmienił mu rekomendację na gorszą, gdyż uważa, że straty na rynku kredytów hipotecznym zaszkodzą jego zyskom. Subindeks szesnastu spółek budowlanych we wskaźniku Standard&Poor?s 500 obniżył się do najniższego poziomu od maja 2003 r. Firma budowlana Beazer poinformowała, że otrzymała nieuzasadnione powiadomienie o niewypłacalności. W Europie na pierwszy ogień poszły firmy mocno uzależnione od koniunktury za Atlantykiem. Bankom zaszkodził Dresdner Kleinwort, którego zdaniem prognozy ich zysków są zbyt optymistyczne. Uderzyło to zwłaszcza w notowania Credit Suisse, UBS i Deutsche Banku. Indeks Dow Jones Stoxx 600 tracił powyżej 2 proc.

Parkiet