Prace nad budżetem trwały wczoraj w resorcie finansów do późnych godzin wieczornych. Wicepremier Zycie Gilowskiej zależało bowiem na obniżeniu deficytu poniżej poziomu, którą wyznacza tzw. kotwica Marcinkiewicza (30 mld zł). Informacje o tym, że niedobór wyniesie 28,2 mld, podała po południu PAP. Jeszcze tydzień temu o możliwości obniżenia deficytu o 2-3 mld zł informował "Parkiet".
Zaskakująca dynamika
Z wczorajszych nieoficjalnych informacji agencji wynika, że MF ustalił przyszłoroczne dochody państwa na poziomie 247 mld zł. Plan na ten rok (z wyłączeniem środków unijnych) zakładał 214,3 mld zł. Gdy informacje PAP potwierdzą się, oznaczałoby to, że rząd chce zarobić 15,3 proc. więcej, niż w tym roku. - Przy spodziewanym słabszym wzroście PKB wzrost dochodów (jeżeli informacje się potwierdzą) jest bardzo wysoki. Sugerowałoby to, że resort przygotował plany finansowe, bazując na górnej granicy prognoz. Nie wiemy jednak, czy dane nt. dochodów uwzględniają napływ środków unijnych. - mówi Piotr Kalisz, ekonomista Banku Handlowego.
Analitycy zwracają również uwagę na fakt, że obecny rok może się zamknąć dużo lepszym wynikiem, niż założono w ustawie budżetowej. Najnowsze szacunki poznamy dziś.
Wydatki z widokiem na Sejm