Poniedziałki rzadko zaliczają się do najaktywniejszych dni tygodnia. Często się zdarza, że właśnie pierwszy dzień po weekendzie jest swoistym prologiem przed faktycznym tygodniem pracy. Właśnie takim prologiem była wczorajsza sesja. Właściwie to mam nadzieję, że to, co wczoraj oglądaliśmy, było jedynie prologiem. W tej nadziei kryje się założenie, że sam prolog poprzedza coś większego.
Tym samym oddalam od siebie myśli, że to, co mieliśmy wątpliwą okazję obserwować, miałoby
być normą w całym nadchodzącym tygodniu. Byłby to już trzeci tak spokojny (a właściwie słaby) tydzień.
Bądźmy jednak optymistami i załóżmy, że później będzie już lepiej i rynek będzie zachowywał się ciekawiej, niż miało to miejsce w dniu wczorajszym. Sesja zaczęła się w okolicy piątkowego zamknięcia, co należało uznać za sukces byków. Nie widać było podaży, której można było oczekiwać jako reakcji na słaby przebieg piątkowych notowań w USA czy równie słabej końcówki sesji w Japonii (rano naszego czasu).
W trakcie sesji wyraźnie była widoczna zmiana nastawienia graczy. Na początku sesji baza była lekko dodatnia (dochodziła do +10 pkt), co było sporą zmianą po zanotowanej w piątek na zamknięciu wartości -35 pkt. Optymizm? W pewnym sensie. Gdy okazało się, że popyt nie ma jednak sił ani ochoty na poważniejsze szarże, baza zaczęła ponownie