W Polsce koniunktura na rynku kredytów mieszkaniowych wydaje się nie mieć końca. Wartość zadłużenia gospodarstw domowych wobec banków z przeznaczeniem na mieszkania w lipcu pierwszy raz przekroczyła 100 mld zł. Portfel kredytowy był o 56 proc. większy niż rok wcześniej. W grudniu 2004 r. "mieszkaniowe" zadłużenie klientów indywidualnych wynosiło 35,8 mld zł i rosło w tempie niewiele przekraczającym 20 proc. w skali roku. Rok później dynamika przyspieszyła do 41 proc., a pod koniec ubiegłego roku osiągnęła już poziom zbliżony do obecnej - 54 proc.
Mniej niż na Zachodzie
"Hipoteczne" zadłużenie Polaków w zestawieniu z produktem krajowym brutto wciąż jest - w porównaniu z krajami zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych - bardzo niskie. Nie przekracza 10 proc. rocznego PKB. Tymczasem na Zachodzie jest nawet kilkanaście razy wyższe. Na tej podstawie część specjalistów sądzi, że w perspektywie najbliższych paru lat czeka nas nawet kilkakrotny wzrost kredytów mieszkaniowych.
Według firmy pośrednictwa finansowego Expander, za dwa lata wartość kredytów mieszkaniowych będzie dwa razy wyższa niż obecnie.
Do niedawna kredyty hipoteczne rosły głównie dzięki pożyczkom denominowanym w walutach obcych - klientów kusiło oprocentowanie niższe niż w przypadku kredytów złotowych. Biorący kredyty denominowane w walutach nie zwracali przy tym uwagi na ryzyko spadku kursu złotego (co spowodowałoby wzrost raty odsetkowej, ale i kwoty pozostającej do spłaty).