Największym wyzwaniem, przed jakim stoi polska elektroenergetyka, jest sprostanie rosnącemu zapotrzebowaniu na prąd. Corocznie jest ono większe o 2,5-3 proc. Jak prognozuje Ministerstwo Gospodarki, do 2010 r. popyt na energię (brutto) wzrośnie, w porównaniu z 2005 rokiem o prawie 12 proc. Ale już do 2030 roku zużycie może wzrosnąć niemal dwukrotnie.
Całkowita moc zainstalowana krajowych elektrowni przekracza 35,7 GW, a ich moc osiągalna przekracza 35 gigawatów. Maksymalne zapotrzebowanie na moce w latach 2003-2006 nie było nigdy wyższe niż 24 GW. Jak podkreśla resort gospodarki, w projekcie "Polityki energetycznej Polski do 2030 roku", krajowe rezerwy mocy wydają się znaczne, ale tylko w sensie arytmetycznym. - Obecnie faktyczne rezerwy, a szczególnie margines prognozowany na kilka najbliższych lat, są znacznie mniejsze, ponieważ duża część mocy zainstalowanej i osiągalnej (kilka gigawatów) znajduje się w elektrowniach starych, bliskich całkowitego zużycia technicznego czy przewidzianych do likwidacji z powodu niemożliwości spełnienia wymogów ekologicznych - możemy przeczytać w rządowym raporcie. Zatem możliwość wykorzystania wielu bloków wytwórczych jest ograniczona.
Czy oznacza to, że krajowe elektrownie nie będą niedługo w stanie zaspokoić nawet obecnych potrzeb? Faktem jest, że są przestarzałe. W ciągu najbliższych dekad Polska będzie musiała odbudować 25-30 proc. z nich. Dodatkowe potrzeby inwestycyjne stwarzają wymogi Unii Europejskiej, które zobowiązują nas do ograniczenia emisji dwutlenku węgla i dwutlenku siarki. Rocznie polski sektor energetyczny będzie potrzebował na te wydatki około 5-7 mld zł rocznie.
Obawy co do topniejących rezerw potwierdzają sytuacje, do jakich doszło w lecie ubiegłego roku, kiedy to podczas upalnych dni system elektroenergetyczny w północno-wschodniej części kraju był na granicy tzw. blackoutu. W dużym uproszczeniu wyglądało to tak, że Polacy chcieli się chłodzić, co zwiększało zapotrzebowanie na prąd. Tymczasem elektrownie miały problem z chłodzeniem i musiały ograniczać produkcję. Ze strony przedstawicieli branży pojawiły się zarzuty, że zapotrzebowanie można byłoby lepiej zbilansować i za przerwy w dostawach energii odpowiada operator systemu elektroenergetycznego. Z drugiej strony widać było, że elektrownie z dużym oporem podchodzą do uruchamiania dodatkowych mocy, ponieważ wytwarzanie energii w tzw. wymuszeniu (jest ono stosowane w awaryjnych przypadkach) jest dla nich nieopłacalne.
Dobry lek czy gorzka