Choć prywatyzacja energetyki w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jeszcze się nie zakończyła w niektórych krajach, zagraniczni inwestorzy w dużej mierze kontrolują branże. Jednak i tu pozycje są podzielone pomiędzy paroma koncernami.
W Czechach dominującą pozycję na rynku zajmuje rodzimy CEZ. Ma w kraju dwie elektrownie atomowe, dziesięć węglowych, kilkanaście wodnych oraz po jednej słonecznej i wiatrowej. CEZ panuje również jeżeli chodzi o sieć dystrybucji - ma pięć z ośmiu przedsiębiorstw z tego sektora. Z kolei dwóch regionalnych dystrybutorów kontroluje niemiecki E. ON. Jeden, Prazska Energetika, dostarczający prąd dla stolicy jest współwłasnością RWE, czeskiej grupy finansowej J&T oraz samorządu.
Enel panuje na Słowacji
Na Słowacji potentatem jest włoski Enel, który kontroluje 85 proc. produkcji energii. W ubiegłym roku Włosi domknęli przejęcie 66 proc. udziałów Slovenske Elektrarne. Zakup kosztowały wówczas Enel 840 milionów euro. Dzięki temu koncern stał się właścicielem elektrowni, których łączne moce sięgają 7000 MW. Wśród nich są m.in. reaktory atomowe w Bohunicach i Mohovcach. Poza tym w skład spółki wchodzą jeszcze dwie elektrownie cieplne oraz 30 wodnych. Jedna z nich przysporzyła Włochom sporo problemów.
Rząd w Bratysławie w styczniu zadeklarował, że chce odzyskać kontrolę nad należącą do Slovenske Elektrarne elektrownią wodną w Gabcikovo. Władze słowackie stwierdziły niedawno, że umowa dotycząca jej przejęcia jest "od początku nieważna". Elektrownia Gabcikovo, zgodnie ze słowacko-węgierskim porozumieniem z 1977 roku, dotyczącym budowy stopnia wodnego Gabcikovo-Nagymaros, nie może być sprywatyzowana. Sprawa jednak do tej pory nie została ostatecznie rozwiązana.