Reklama

W regionie jeszcze wiele do kupienia

Na razie kontrolę nad energetyką Europy Środkowo-Wschodniej sprawują lokalne rządy. Jednak zagraniczne koncerny stopniowo zawojowują coraz większą część rynku

Publikacja: 24.09.2007 11:53

Choć prywatyzacja energetyki w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jeszcze się nie zakończyła w niektórych krajach, zagraniczni inwestorzy w dużej mierze kontrolują branże. Jednak i tu pozycje są podzielone pomiędzy paroma koncernami.

W Czechach dominującą pozycję na rynku zajmuje rodzimy CEZ. Ma w kraju dwie elektrownie atomowe, dziesięć węglowych, kilkanaście wodnych oraz po jednej słonecznej i wiatrowej. CEZ panuje również jeżeli chodzi o sieć dystrybucji - ma pięć z ośmiu przedsiębiorstw z tego sektora. Z kolei dwóch regionalnych dystrybutorów kontroluje niemiecki E. ON. Jeden, Prazska Energetika, dostarczający prąd dla stolicy jest współwłasnością RWE, czeskiej grupy finansowej J&T oraz samorządu.

Enel panuje na Słowacji

Na Słowacji potentatem jest włoski Enel, który kontroluje 85 proc. produkcji energii. W ubiegłym roku Włosi domknęli przejęcie 66 proc. udziałów Slovenske Elektrarne. Zakup kosztowały wówczas Enel 840 milionów euro. Dzięki temu koncern stał się właścicielem elektrowni, których łączne moce sięgają 7000 MW. Wśród nich są m.in. reaktory atomowe w Bohunicach i Mohovcach. Poza tym w skład spółki wchodzą jeszcze dwie elektrownie cieplne oraz 30 wodnych. Jedna z nich przysporzyła Włochom sporo problemów.

Rząd w Bratysławie w styczniu zadeklarował, że chce odzyskać kontrolę nad należącą do Slovenske Elektrarne elektrownią wodną w Gabcikovo. Władze słowackie stwierdziły niedawno, że umowa dotycząca jej przejęcia jest "od początku nieważna". Elektrownia Gabcikovo, zgodnie ze słowacko-węgierskim porozumieniem z 1977 roku, dotyczącym budowy stopnia wodnego Gabcikovo-Nagymaros, nie może być sprywatyzowana. Sprawa jednak do tej pory nie została ostatecznie rozwiązana.

Reklama
Reklama

Podzielone Węgry

Na Węgrzech najwięcej mocy produkcyjnych należy do państwowego koncernu MVM. W jego rękach jest elektrownia atomowa Paks, która ma największe moce na Węgrzech. Jednak ponad połowę rynku kontroluje zagranica. RWE ma w swoim portfelu zakłady w Matra, których udział w branży stanowi 16 proc. oraz trzy firmy dystrybucyjne, kontrolujące 31 proc. Dwoma największymi konkurentami w sektorze przesyłu jest E. ON i francuski EdF. Francuzi posiadają również stołeczną elektrownię Budapesti Eromu.

Z kolei do belgijskiego Electrabel należy jeden z największych zakładów wytwarzających tam prąd. Chodzi o Dunamenti, drugą pod względem wielkości elektrownię w kraju, o mocy 1820 MW. Na Węgrzech obecny jest też amerykański holding AES, poprzez zakłady Tisza, z których pochodzi blisko 10 proc. energii wykorzystywanej w kraju.

Bałkańska prywatyzacja kuleje

W sąsiedniej Rumunii elektrownie są jednak w większości kontrolowane przez państwo. Prywatyzacja prowadzona przez rząd w Bukareszcie wyhamowała głównie przez ubiegłoroczny skandal dotyczący sprzedaży paliwowego Petromu, austriackiemu OMV. Obecnie rząd skłania się do wprowadzania branży energetycznej na giełdę. Pilotem tego programu był debiut spółki Transeletrica, zajmującej się przesyłem prądu, na parkiecie w Bukareszcie. Teraz władze zamierzają utworzyć holding, który skupi pozostające w rękach państwa energetyczne aktywa. Mniejszościowy pakiet tak powstałego giganta ma trafić w przyszłym roku na giełdę. Założeniem rumuńskich władz jest stworzenie koncernu, który będzie mógł śmiało konkurować na zagranicznych rynkach.

Z zagranicznych koncernów najbardziej aktywny w Rumunii jest Enel. Włosi mają dostęp do 2,5 mln klientów poprzez trzy firmy dostarczające prąd. Udziały w przedsiębiorstwach dystrybucyjnych mają też CEZ oraz E. ON.

Reklama
Reklama

Szansą dla rozszerzenia wpływów zagranicy w rumuńskiej energetyce są nowe projekty.

W grudniu mają ruszyć prace nad dwoma reaktorami jądrowymi. Do 25 października przyjmowane są oferty firm, które chcą być współwykonawcami projektów. Przedsięwzięciem interesują się m.in. E. ON, hiszpańska Iberdrola, Enel oraz CEZ. Na budowę reaktorów ma pójść blisko 2,2 mld euro. Moce każdej z elektrowni mają wynieść 700 MW. Rząd planuje, że obiekty zostaną oddane do użytku w 2012 r.

Podobnie jest w Bułgarii, gdzie większość wpływów w branży energetycznej należy do państwa. W tej bałkańskiej republice również wstartuje budowa elektrowni atomowej. Do dziś Sofia czeka na oferty dotyczące przetargu na 49-proc. pakiet akcji spółki, która ma postawić elektrownię atomową Belene nad brzegiem Dunaju). Większościowym akcjonariuszem przedsięwzięcia pozostanie bułgarska państwowa Nacjonalna Elektriczeskaja Kompania (NETC). Na krótkiej liście firm, które wezmą udział w przetargu, znalazł się Enel, E. ON, Electricité de France, Electrabel, RWE i CEZ. Zwycięzca rywalizacji miałby zostać ogłoszony jeszcze przed końcem tego roku. NETC chce podpisać umowę ze swym przyszłym partnerem najpóźniej w lutym 2008 r. Nowa bułgarska siłownia jądrowa ma mieć docelowo aż 2 tys. MW mocy.

Belene zastąpi cztery przestarzałe poradzieckie reaktory w jedynej obecnie bułgarskiej elektrowni atomowej w Kozłoduju. Unia Europejska, jeszcze przed akcesją Bułgarii do Wspólnot, wymusiła zamknięcie części tej siłowni. Obecnie Kozloduj jest największym producentem w kraju. W czołówce pozostaje też elektrownia Maritza East, kontrolowana od czterech lat przez Enel. Wśród zagranicznych koncernów posiadających bułgarskie siłownie jest jeszcze CEZ. Czesi kontrolują zakłady w Warnie, których moce wynoszą 1280 MW. Do czeskiego koncernu należą też trzy spółki dystrybucyjne.

Gazprom silny na Północy

W krajach nadbałtyckich elektrownie w większości należą do państwowych koncernów, ale udziały w siłowniach ma też E. ON i Gazprom. To właśnie Rosjanie mogą stać się w niedalekiej przyszłości głównym inwestorem w energetyce tego regionu.

Reklama
Reklama

Rosyjski gigant został zaproszony do budowy elektrowni gazowej na Łotwie. Udziałowcami projektu, którego wartość szacowana jest na 500 mln USD, ma zostać też niemiecki E. ON oraz Itera Latvija, dostarczająca rosyjski gaz na Łotwę, oraz koncern energetyczny Latvenergo. Gazprom inwestuje również na sąsiedniej Litwie. Na początku lipca ogłosił plan rozbudowy mocy należącej do niego elektrowni w Kownie. Rosjanie chcą zainwestować od 325 mln do 420 mln USD. Moce obiektu wyniosą 320-350 megawatów. Obecnie tamtejsze zakłady są trzecim dostawcą energii na Litwie, nie licząc elektrowni atomowej w Ignalinie. Jednak ta ma zostać zamknięta w 2009 r. Na jej miejscu, zgodnie z rządowymi planami, w 2015 r. ma stanąć nowy reaktor, którego moce sięgną 1600 MW.

W Polsce dominuje państwo

W Polsce 75 proc. sektora produkcji energii jest kontrolowane przez Skarb Państwa. Z większych elektrowni do zagranicznych koncernów należą trzy. Elektrownię w Połańcu kontroluje belgijski Electrabel z grupy francuskiego Suezu, Skawina znajduje się w portfelu czeskiego CEZ-u, zaś udziałowcami Elektrowni Rybnik są Electricite de France oraz EnBW (Energie Baden-Wurttemberg). Jeśli chodzi o sektor dystrybucji, jedynie dwie firmy są częścią koncernów energetycznych spoza Polski. Vattenfall ma 75 proc. udziałów w Górnośląskim Zakładzie Energetycznym,

zaś warszawski Stoen należy w 99 proc. do RWE.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama