Po szalonych piątkowych obrotach poniedziałek przyniósł wyciszenie. Przez całą sesję wymiana była znikoma, a indeksy falowały w trendzie bocznym. Dopiero w końcówce notowań, po otwarciu w USA doszło do wybicia dołem z tej kilkugodzinnej konsolidacji. Obroty nieco się zwiększyły, ale i tak nie przekroczyły 600 mln zł w przypadku WIG20.
Wyjaśnijmy, co się stało na poprzedniej sesji. W piątek, jak co kwartał, wygasały kontrakty terminowe, a wśród nich FW20U7, czyli wrześniowa seria futures na WIG20. Ponieważ otwartych, czyli wygasających pozycji pozostało aż około 28 tysięcy, można się było spodziewać jakiejś walki o ostateczną cenę rozliczeniową. Niezamknięta pozycja rozliczona została według średniej arytmetycznej wszystkich wartości WIG20 od godziny 15.10 i z zamknięcia. Schemat taki ma zapobiec zmanipulowaniu ceny w przypadku, gdyby było brane pod uwagę samo zamknięcie.
I oto nagle w piątek, na spokojnym do tej pory rynku, kilka minut przed 15.10 ruszyła lawina wyprzedaży. Jak to wytłumaczyć? Możliwe, że "duzi", rozpoczynając wyprzedaż, posiadali wielką liczbę krótkich pozycji i chcieli w ten sposób obniżyć cenę wygasania. Inne wytłumaczenie to arbitraż. Polega to na jednoczesnym otwarciu pozycji krótkiej na kontraktach i kupnie koszyka akcji z WIG20. Przy wysokiej, kilkudziesięciopunktowej różnicy między kontaktami a indeksem jest to opłacalne. Mało tego, to zysk praktycznie bez ryzyka. Trzeba "trzymać" te akcje i pozycje do wygasania, albo zamknąć w sprzyjającym momencie przy zerowej bazie, a jeszcze lepiej przy ujemnej. Aby poprawnie zamknąć arbitraż, należy pozbywać się akcji systematycznie w ostatniej godzinie notowań.
Końcówka poniedziałku jest negatywna. Na wykresie widać, że indeks ruszył w kierunku domknięcia wielkiej środowej luki. Jednak już po zamknięciu rynku w Warszawie niemiecki indeks DAX odwrócił kierunek. Poziom zamknięcia WIG20 znalazł się też w połowie wspomnianej luki. Jeśli zatem amerykańskie indeksy nie spadły wczoraj (co w momencie pisania tego komentarza było niewiadomą), dziś czeka nas odbicie.
DM BOŚ