Wczorajszy dzień prawie wszystkie rynki Azji i rejonu Pacyfiku zamknęły na plusie. Prawie, bo z tego szeregu wzrostowego wyłamała się Japonia. Wahania i prawie 1-procentowe spadki na tokijskiej giełdzie wiążą się z osłabieniem jena wobec dolara, a także z politycznym zamieszaniem związanym ze zmianą premiera. Po raz czwarty z rzędu rekordową wartość na zamknięciu odnotował indeks giełdy w Hongkongu (ciągnięty w górę głównie przez chińskich inwestorów urósł o 2,7 proc.), a spółki surowcowe wyciągnęły giełdy w Szanghaju i Sydney na nowe szczyty. Perspektywy wzrostów w regionie wciąż malują się w jasnych barwach, głównie za sprawą ekspansywnej polityki inwestycyjnej Państwa Środka, a także relatywnym osłabieniu się dolara, co zbuforowało wzrosty cen surowców.

Dla rynków europejskich w najbliższych tygodniach kluczowe okażą się nastroje inwestorów związane z szeroko rozumianym sektorem surowcowym - mizerne wzrosty z poniedziałku ratowały się właśnie prognozami zysków spółek wydobywczych. Wydaje się, że problemy związane z echem kryzysu kredytów hipotecznych Stary Kontynent ma już za sobą i rozpoczął powolne odrabianie strat. Tylko najbardziej poszkodowana kryzysem gospodarka Wielkiej Brytanii wciąż obawia się głębszego spowolnienia wzrostu, wynikającego z rosnącej awersji do ryzyka i podnoszenia kryteriów przyznawania kredytów, co wpłynie na konsumpcję.

Rynek amerykański odetchnął już po decyzji Fedu o obniżeniu stóp procentowych, jednak nadal boryka się z wahaniami kursu dolara wobec głównych walut światowych. Wysoka amplituda kursu w ostatnich tygodniach skutecznie zniechęca inwestorów zagranicznych do ponownego lokowania pieniędzy na giełdach amerykańskich. Rokuje to powolny powrót rynku w USA do poziomów sprzed kryzysu kredytów hipotecznych. Powolny i z wieloma przystankami. Słaby dolar stymuluje wzrost, ale jego słabość jednocześnie stanowi o ryzyku realnych zmian w strukturze rezerw walutowych, zwłaszcza w krajach Azji.

Parkiet