Przebieg wczorajszych notowań jest bardzo podobny do tego, co widzieliśmy dzień wcześniej. Zaczęło się całkiem nieźle, by później powoli się pogarszać. Różnica jest taka, że jeszcze przedwczoraj popyt miał nadzieję i dzięki niej próbował powalczyć w końcówce
sesji. Wczoraj po drugim
rozczarowaniu już takich nadziei nie było. Końcówka była
spadkowa. W ostatnich minutach handlu zaliczaliśmy nowe minima sesji.
A zaczęło się bardzo dobrze. Obóz byków po raz drugi mógł skorzystać ze sprzyjających okoliczności. Wzrost indeksów w USA dzień wcześniej oraz nocny (naszego czasu) wzrost cen w Japonii sprawiły, że notowania w Warszawie ruszyły ponad 40 pkt nad środowym zamknięciem. Później, przez krótki czas, było nawet jeszcze lepiej, gdyż ceny dotarły do poziomu 3789 pkt. Od tej chwili było już tylko gorzej. Początkowo mieliśmy konsolidację, która powoli nachylała się spadkowo. Ceny z powolnego osuwania się przeszły w szybszy spadek. Ten scenariusz znaliśmy już w sesji środowej.