Najnowsze prognozy Ministerstwa Finansów wskazują, że niedobór sektora rządowego i samorządowego wyniesie na koniec tego roku 3 proc. PKB - a więc dokładnie tyle, ile wynosi kryterium fiskalne zapisane w traktacie z Maastricht. Wcześniej rząd obliczał deficyt na 3,4 proc.
Odpowiedź na pytanie, czy nowe prognozy się sprawdzą, znajdzie się w informacji, która będzie wysłana przez Główny Urząd Statystyczny do Brukseli w marcu 2008 r. (tzw. notyfikacja fiskalna). - Jeżeli Eurostat nie zakwestionuje wyliczeń, poprosimy Komisję Europejską o wykreślenie Polski z procedury nadmiernego deficytu - mówi wiceminister finansów Katarzyna Zajdel-Kurowska.
Unia Europejska objęła nas specjalnym traktowaniem w 2004 r. z uwagi na wysokie ujemne saldo finansów publicznych (wówczas 4,1 proc. PKB). Od tej pory między Warszawą a Brukselą trwają dyskusje, z czego wynika tak duży deficyt. W 2005 r. Polsce udało się przekonać Brukselę, że to m.in. efekt reformy emerytalnej z 1998 r., po której budżet co roku dokłada do ZUS około 15 mld zł jako rekompensaty przelewanych składek do funduszy emerytalnych.
Przywódcy unijni zgodzili się wówczas, że koszty reformy będzie można odliczyć od deficytu, pod warunkiem że jest on "bliski wartości referencyjnej". Wyznaczyli też regułę, zgodnie z którą w każdym roku deficyt można pomniejszyć o odpowiedni, malejący odsetek wydatków na reformę.
Polskie koszty wprowadzenia OFE szacowane są na 2,8 proc. PKB. W 2007 r. mamy prawo odliczyć 60 proc. tej wartości od deficytu. W efekcie niedobór sektora może wynieść nie 3 proc., ale 1,3 proc. MF nie ma jednak pewności, czy KE zgodzi się na taką interpretację. Nie chodzi tylko o to, że procedura z naliczaniem kosztów reformy zostanie zastosowana po raz pierwszy.