Ceny ropy naftowej na nowojorskim rynku od początku tygodnia oscylują wokół 80 dolarów za baryłkę. Wprawdzie spadły z rekordowych poziomów o około 3 USD, jednak, zdaniem analityków, raczej nie pójdą dalej w dół, jeśli dolar będzie pozostawać tak słaby w stosunku do innych walut. Dobrze o tym świadczy wczorajsze zachowanie się rynku po publikacji danych o zapasach surowca w Stanach Zjednoczonych. Rezerwy zwiększyły się w zeszłym tygodniu o 1,14 miliona baryłek, podczas gdy oczekiwano ich zmniejszenia o 500-800 tys. baryłek. Mimo to inwestorzy nie rzucili się do zamykania długich i otwierania krótkich pozycji i ropa taniała w stosunku do wtorku o symboliczne 20 centów, do 79,83 USD. Ceny ropy trzymają się w pobliżu lub powyżej 80 USD od kilku tygodni, mimo uzgodnionej 11 września decyzji państw skupionych w OPEC o podniesieniu produkcji o pół miliona baryłek. Nowe limity mają zacząć obowiązywać z początkiem listopada. Niektóre kraje OPEC, jak Wenezuela i Katar, wyrażają sprzeciw dalszemu podnoszeniu limitów produkcji. W tej sytuacji nie sposób przewidzieć, jakie ceny może osiągnąć ropa, jeśli w instalacje nad Zatoką Meksykańską uderzyłby jeszcze jakiś huragan lub gdy nadchodząca zima na półkuli północnej okaże się mroźna i spowoduje duży wzrost zapotrzebowania na uzyskiwany z ropy olej grzewczy.
W Londynie ropa Brent jest ostatnio o ok. 2 USD
tańsza niż gatunku WTI, którą handluje się za
Atlantykiem. Wczoraj za baryłkę Brenta płacono
po 77,25 USD, minimalnie mniej niż dzień wcześniej i w zeszłą środę.