Reklama

Trudne czasy dla RPP

Na wielu rynkach obserwujemy wzrost konkurencji. To hamuje wzrost cen, nawet przy wzroście popytu. W dodatku szalenie pomaga nam kurs walutowy

Publikacja: 26.10.2007 09:48

Poważne wyzwania stanęły przed Radą Polityki Pieniężnej. Dawno już minęły czasy, kiedy dość spokojnie można było patrzeć na rozwój sytuacji i generalnie nie robić nic. Problemy się nie piętrzyły, gospodarka się rozwijała, ale spokojnie, pensje nie rosły znacząco. Zmieniały się ceny ropy na rynkach światowych, na skutek czynników kompletnie od nas niezależnych, oraz ceny żywności, bo była susza, powódź albo przymrozki, na co już w ogóle wpływu nie mamy. I tyle. Inflacja była pod kontrolą.

Problemy pojawiły się wtedy, gdy gospodarka zaczęła się rozwijać naprawdę szybko. Usłyszeliśmy głosy, że natychmiast trzeba podnosić stopy procentowe, a nawet, że już może być za późno. Rada jednak pozostawała niewzruszona do końca pierwszego kwartału 2007 roku. Z dzisiejszej perspektywy wygląda na to, że się nie myliła, minął już bowiem czas, kiedy coś złego powinno nastąpić, gdyby w 2006 roku popełniono błąd. Inflacja wciąż jest niska. Wzrosła co prawda wyraźnie we wrześniu, ale znowu na skutek zmian na rynku żywności, nie zaś z powodu tego, że rzuciliśmy się do sklepów.

W drugim kwartale 2007 roku RPP dała jednak mocny sygnał, że procesy idą w stronę, która może w przyszłości doprowadzić do wyraźniejszego wzrostu inflacji. Podstawowym powodem decyzji o podwyżkach stóp był, jak się wydaje, rozdźwięk pomiędzy wzrostem wynagrodzeń, a wzrostem wydajności pracy. Poza tym znacząco rosła wartość zaciągniętych kredytów. Głównie chodzi tu o kredyty hipoteczne, ale dynamika konsumpcyjnych też była wysoka. Wszystkie te procesy obserwujemy zresztą do dzisiaj.

Rada stopy podnosi, a tu dalej nic. Wciąż nie obserwujemy jakichś znaczących zmian w popytowych składnikach inflacji, czyli w tych, na które polityka monetarna ma teoretycznie wpływ. To znaczy nie obserwujemy zmian negatywnych, których wystąpienie miało być podstawowym powodem podwyżek. Przy czym nie chodzi tu o brak reakcji w wyniku działań Rady, bowiem konsumpcja rośnie znacząco. Cóż więc takiego się dzieje?

Sprzyja nam kilka czynników. Na wielu rynkach obserwujemy wzrost konkurencji, najlepszym przykładem jest tu rynek sprzętu AGD. To hamuje wzrost cen, nawet przy wzroście popytu. W dodatku szalenie pomaga nam kurs walutowy. Z jednej strony pozwala na jeszcze większą konkurencję cenową, z drugiej hamuje wzrost kosztów wytwarzania tym bardziej, że większość importu surowcowego rozliczamy w dolarach. A ten traci do złotego jeszcze bardziej niż euro. Z kolei zaburzenia związane ze znacznym wzrostem płac, ponad wzrost wydajności, nie dają silnych negatywnych bodźców prawdopodobnie dlatego, że nadrabiamy tu dysproporcje ostatnich lat. Wtedy wydajność rosła mocno, pensje zaś minimalnie.

Reklama
Reklama

Jakby tych nadzwyczajnych okoliczności było mało, w lecie doszło do zamieszania na rynkach finansowych. Kryzys segmentu pożyczek hipotecznych podwyższonego ryzyka w USA rozlał się na świat. Banki centralne, głównie Fed i EBC, zdecydowały się na wiele działań łagodzących skutki zmian, w tym zrezygnowały, przynajmniej na razie, z podwyżek stóp procentowych. Fed zaczął je nawet obniżać. W naszym przypadku skutki kryzysu mogły i mogą być z pewnością relatywnie mniejsze i pewnie dlatego RPP w sierpniu stopy podniosła w związku z wcześniej wymienionymi czynnikami. Rynek teoretycznie przewidywał ten ruch, ale jego brak nikogo by nie zadziwił. Równie dobrze można było stóp nie podnosić i, podobnie jak ECB, który zresztą robi to do dzisiaj, przyglądać się dalszemu rozwojowi sytuacji. Byłoby to zrozumiałe.

Co dalej? Z pewnością największym ograniczeniem jest brak wystarczająco długich ciągów liczbowych, które opisywałyby naszą gospodarkę. Tak naprawdę mamy je tylko za kilkanaście lat, w dodatku procesy, które zachodziły na początku, były bardzo specyficzne. Więc może warto się trochę poprzyglądać? Tym bardziej że nie wiemy, czy skutki kryzysu w USA mamy już za sobą, a jeśli nie, to jak bardzo mogą nas dotknąć. Wydaje się, że jesteśmy w bardzo ważnym, żeby nie powiedzieć krytycznym, momencie. Można oczywiście stosować zasadę, że lepiej działać zdecydowanie zbyt restrykcyjnie niż trochę za mało, jak to było przed laty.

Ale faktem jest, że w ostatnich dwóch latach Radzie udawało się być bardzo blisko optymalnego poziomu stóp. Lub wręcz taki poziom osiągała. I oby tak było dalej.

Główny ekonomista Dexus Partners

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama