Przypomnę tylko, że Kęty zapowiadały uruchomienie tam zakładu produkującego profile aluminiowe na zeszły rok, a udało się to zrobić dopiero w połowie bieżącego roku.
Nasza fabryka funkcjonuje już od kilku lat i wciąż nie jest w stanie wypracować zysków (tylko w zeszłym roku strata netto wyniosła 3,1 mln zł, przy 4,3 mln zł przychodów - przyp. red.). Doszliśmy do wniosku, że nie możemy dłużej czekać na pojawienie się zarobku.
W tym roku Yawal Ukraina powinien wyjść na zero, ale ryzyko dalszego ponoszenia strat jest wciąż duże. Dlatego dążymy do podjęcia efektywniejszych działań. Jeśli uda się sprzedać fabrykę, otworzymy firmę handlową, jak w Czechach.
Do połowy przyszłego roku chcecie przejąć krajową tłocznię profili. W tym celu Yawal przeprowadził emisję z prawem poboru o wartości 72 mln zł (przydział akcji nastąpi 13 listopada). W jakim stopniu akwizycja wpłynie na wasze przyszłoroczne wyniki?
Znacznie, jednak prognozy, które podamy w styczniu, nie będą jeszcze uwzględniać przejęcia. Interesujące nas przedsiębiorstwo docelowo powinno osiągać 130 mln zł przychodów i rentowność netto na poziomie 10 proc. Na razie tych rezultatów nie wypracowuje, ale myślę, że w przyszłym roku jest to realne.
Niedawno w "Parkiecie" wspomniał Pan o "luźnych rozmowach" w sprawie przejęcia firmy zagranicznej. Może Pan zdradzić coś więcej?