Reklama

Słabe fundamenty - siła czy słabość zwyżki

Nasza giełda z rezerwą podchodzi do poprawy nastrojów na dojrzałych rynkach. Można byłoby nawet powiedzieć, że wykazuje więcej logiki w zachowaniu niż globalni inwestorzy, którzy zbyt wielu powodów do optymizmu w dalszym ciągu nie mają

Publikacja: 01.12.2007 09:34

W okresie, gdy notowania na parkiecie w bardzo dużym stopniu zdeterminowane są emocjami, a do tego trudno jest rozszyfrować, które z informacji są już uwzględnione w cenach akcji, a które nie, szczególnie przydatna staje się analiza techniczna.

Może nie zawsze wystarcza do pełnej diagnozy stanu rynku, ale przynajmniej pozwala znaleźć konkretne punkty zaczepienia, w oparciu o które można oceniać siłę popytu i podaży. Obecnie w przypadku indeksu WIG jest nim sierpniowy dołek.

Przebity czy nie

Do zachowania rynku na wysokości tego silnego wsparcia możemy podchodzić dwojako. Jeśli oprzemy się na wykresie liniowym, czyli takim, który uwzględnia jedynie zamknięcia sesji, okaże się, że zostało ono przełamane już 21 listopada. Jednak potem dość szybko notowania wróciły powyżej niego. W sumie od połowy listopada trwa konsolidacja na wysokości sierpniowego dołka.

Równie dobrze może stać się ona bazą do trwalszego odbicia, jak stanowić jedynie przer-wę w zniżkach. Tu wnioski na dzień dzisiejszy aż tak klarowne nie są.

Reklama
Reklama

Bardziej zdecydowaną ocenę można wyrazić w oparciu o wykres świecy. W tym wypadku sierpniowe minimum nie zostało jeszcze pokonane. WIG zatrzymał się w połowie listopada dokładnie na jego wysokości. Teraz obserwujemy próby oddalenia się od tej istotnej bariery. Na razie nie wyglądają zbyt imponująco. WIG jest jedynie około 4 proc. wyżej.

Pojawiła się jednocześnie znaczna polaryzacja zachowań. O ile mniejsze spółki odbiły się bardzo mocno, to firmy z WIG20 wypadły w tym czasie blado. Zyskały zaledwie około 2 proc. To wskazuje nam na element charakterystyczny dla trendów spadkowych. Kupujący skupiają się na najbardziej przecenionych spółkach, sugerując, że mamy do czynienia jedynie z tymczasową poprawą nastrojów.

Dylematy się mnożą

Innej natury dylemat mamy odnośnie do amerykańskiego parkietu. Tam sprowadzał się do oceny zachowania rynku na tle napływających informacji. Większość z nich była zła. Rozczarowały przede wszystkich dane o październikowej sytuacji na rynku nieruchomości. Słabo wypadła sprzedaż domów na rynku wtórnym i pierwotnym, ale najgorsze było to, że towarzyszył temu silny spadek cen. Równocześnie szybko zwiększała się liczba domów podlegającym zajęciom w wyniku kłopotów z regulowaniem zobowiązań kredytowych. Przy pogarszających się nastrojach Amerykanów droga do dalszego osłabienia wydatków konsumenckich jest otwarta.

Jednocześnie w dalszym ciągu obserwujemy obniżanie prognoz analityków w stosunku do wyników spółek w IV kwartale. Według ostatnich danych, wzrost zysków w tym okresie wyniesie jedynie 1,1 proc. W trzech pierwszych miesiącach przyszłego roku ma przyspieszyć do 6,9 proc. Na początku listopada oczekiwano wzrostu o 8,4 proc. w IV kwartale i 8,2 proc. w I kwartale 2008 r.

Ciekawym zjawiskiem jest przy tym masowość rewidowania prognoz wyników. Dotyczy to głównie ich obniżania, ale również na lepsze perspektywy wskazuje wiele przedsiębiorstw. Od połowy października do połowy listopada aż około 750 firm zrewidowało prognozy w dół. Około 500 je podniosło. W jednym i drugim przypadku to wielkości nienotowane od początku zbierania takich danych, czyli od końca 1999 r. To wpisuje się w obraz podwyższonej niepewności na rynkach. Pokazuje też, jak bardzo zmieniły się warunki gospodarcze, w których trudniej jest ocenić perspektywy wyników spółek.

Reklama
Reklama

Może być gorzej

Od dwóch tygodni sytuacja w zakresie rewidowania prognoz poprawia się. W listopadzie nieco ponad 400 spółek obniżyło szacunki, a niecałe 300 zwiększyło. Tym samym saldo z około 250 w połowie listopada poprawiło się o połowę. Aby jednak znaleźć bardziej dokładną zależność indeksu S&P 500 oraz intensywności rewidowania prognoz wyników przez spółki, lepiej spojrzeć na dane obejmujące trzy kolejne miesiące. W tym roku obserwujemy prawie dokładne nakładanie się obu zmiennych. Równocześnie okazuje się, że obecna sytuacja pod względem dysproporcji między liczbą spółek podnoszących i obniżających prognozy nie jest skrajnie zła. Różnica z ostatnich trzech miesięcy niewiele odbiega w dół od 3-letniej średniej. Dużo brakuje do minimów notowanych w ostatnich latach. Pojawia się więc pytanie, czy sytuacja dotycząca prognoz wyników może się dalej pogarszać i czy miałoby to wpływ na koniunkturę giełdową.

Tu musimy wziąć pod uwagę, że główne indeksy amerykańskiej giełdy są ważone kapitalizacją spółek, natomiast dane o rewizji prognoz wyników z natury każdej spółce przypisują takie samo znaczenie. Może być więc tak, że prognoz nie będą w stanie dotrzymywać największe koncerny, i to bez wątpienia będzie miało zły wpływ na koniunkturę na parkiecie. Niekoniecznie jednak tak musi być, gdy z prognozami przesadzają mniejsze firmy i potem je zmniejszają.

Trzeba przy tym pamiętać, że to mniejsze spółki są bardziej wrażliwe na wahania koniunktury. W związku z tym liczba rewizji prognoz obrazuje wpływ stanu gospodarki na kondycję przedsiębiorstw.

Na te dane można spojrzeć też z innej strony. Na ile pesymistycznie lub nie swoją przyszłość postrzegają firmy. Trudno mówić, byśmy teraz mieli do czynienia ze skrajnymi opiniami. Potwierdza się raczej, że mamy do czynienia z bardzo dużą polaryzacją sytuacji w różnych branżach. W związku z tym wciąż podstawowym pytaniem pozostaje to, czy i w jakim stopniu trwający kryzys na rynku nieruchomości będzie przekładał się na kondycję nie tylko firm ściśle powiązanych z tą sferą gospodarki, ale także na działalność spółek technologicznych, przemysłowych czy surowcowych.

Siła czy słabość

Reklama
Reklama

Zawsze w takich momentach, gdy giełda idzie w górę, a brak ku temu racjonalnych powodów (trudno poważnie traktować tłumaczenia oparte na nadziejach na obniżkę stóp procentowych) pojawia się wątpliwość, czy złe wiadomości nie są już zdyskontowane, a rynek wyprzedza już poprawę sytuacji, jaka nastąpi w przyszłości. Zagrożeniem w takiej sytuacji jest to, że nadzieje mogą się okazać przedwczesne i wtedy zamiast kontynuacji zwyżki, następuje ruch w dół o zdwojonej sile napędzana wcześniejszą kumulacją złych informacji, jakie zostały zignorowane.

Średnia blokuje wzrost

Oprócz sierpniowego dołka, który może być punktem odniesienia dla oceny siły naszego rynku, mamy jeszcze dwa ważne elementy na wykresie indeksu WIG. Pierwszym jest 12-miesięczna średnia krocząca. W czasie obecnej hossy nie zdarzyło się, by notowania znalazły się poniżej niej. Teraz od połowy listopada wydarzenia rozgrywają się poniżej niej. Nawet jeśli trwająca w tym czasie konsolidacja przyniesie dalszą stopniową poprawę koniunktury, to właśnie ta średnia, przebiegająca obecnie przy 57,4 tys. pkt, może ją zatrzymać. Potencjał zwyżki nie jest więc zbyt duży. Drugim elementem jest główna linia trendu, od której obserwujemy odbicie. Przy wielu wcześniejszych sygnałach ostrzegających przed odwróceniem trendu na zniżkowy, ewentualne przełamanie tej prostej stałoby się ostatecznym sygnałem rozpoczęcia dłuższych spadków. Jest więc o co walczyć przy obronie tego wsparcia.

Gorsze prognozy zysków w USA

Trwającemu do ostatniego poniedziałku spadkowi towarzyszyło masowe rewidowanie prognoz wyników przez spółki. Rekordowe były zarówno liczba zmian w górę, jak i w dół. Do połowy listopada zdecydowanie przeważała liczba tych drugich. Sygnały płynące ze spółek przekładają się na oczekiwania analityków co do ich osiągnięć w IV kwartale tego roku. Zostały drastycznie obniżone w listopadzie. Na początku tego miesiąca wzrost zysków szacowano na 8,4 proc., na koniec na zaledwie 1,1 proc. Jeszcze tydzień wcześniej było to 1,7 proc. Przypomnijmy, że w III kwartale zyski ostatecznie spadły o 2,6 proc. Był to pierwszy od dawna sezon publikacji wyników, w trakcie którego pogarszał się łączny wynik. W poprzednich generalnie zaskakiwały one in plus. Płynące z gospodarki USA sygnały słabości każą liczyć się z tym, że również wyniki z ostatnich trzech miesięcy wypadną poniżej oczekiwań.

Reklama
Reklama

Rynki wschodzące są ostrożne

Sytuacja na emerging markets jest podobna do tej z naszego rynku o tyle, że również w ich przypadku mamy do czynienia z odbiciem od wsparcia. Z tym że tutaj jest nim lipcowy szczyt, który w trakcie zwyżki rozpoczętej w połowie sierpnia został pokonany. Stało się tak przede wszystkim dzięki giełdom azjatyckim. Stąd też były one w ostatnim czasie relatywnie słabe. Dlatego również przyciągają tak dużą uwagę teraz. Ze względu na skalę wcześniejszego wzrostu znajdują się pod szczególną presją realizacji zysków. Narastające obawy inflacyjne grożą schłodzeniem koniunktury, a pieniądze płynęły tam przede wszystkim z powodu nadziei na dalszy bardzo szybki rozwój tej części świata. Podobnie jak u nas odbicie na rynkach wschodzących nie przybrało na razie zbyt dużych rozmiarów, co powoduje, że ryzyko ataku na wsparcie w postaci lipcowego dołka wciąż jest duże.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama