Wczoraj PO zapowiedziała likwidację tzw. podatku Religi. To już kolejny podatek, który rządząca koalicja zamierza znieść. I następny przykład, że jak PO i PSL chcą coś znosić, to robią to we właściwy sobie sposób.
I tak w przypadku podatku od zysków kapitałowych najpierw była mowa, żeby znieść go jeszcze w tym roku, potem - że w przyszłym, a w kolejnej wersji (choć nie wiem, czy obecnie nadal ona obowiązuje) - że może warto od 2009 r. ulżyć posiadaczom lokat w bankach, a inwestorom giełdowym poprawi się byt ewentualnie w przyszłości. Czyli teraz nie zmieni się nic.
W przypadku "podatku Religi" szybciej okazało się, że w sumie nie chodzi o jego zniesienie, ale o taką zmianę, żeby za leczenie ofiar wypadków płaciły firmy, w których ubezpieczyli się sprawcy. Obecnie obciąża on ryczałtowo wszystkie firmy ubezpieczeniowe. Jeśli na dodatek okaże się, że resort zdrowia nie przesadził, szacując koszty leczenia ofiar wypadków na 500 mln zł, to w sumie wpłaty od ubezpieczycieli będą praktycznie takie same, co wcześniej.
Ale widać już spory postęp. To, co przy podatku od zysków kapitałowych zabrało koalicjantom jakieś 2 tygodnie - czyli przejście od szumnie zapowiadanych zmian do skrzeczącej rzeczywistości z tymi samymi podatkami - w przypadku "podatku Religi" zabrało parę minut. Tyle mniej więcej potrzebował Zbigniew Chlebowski, aby przedstawić koncepcję reform, które niewiele zmienią. A pewnie będzie jeszcze lepiej - i wkrótce nowej koalicji będzie wystarczać kilkanaście sekund, aby powiedzieć, że żadnych zmian w podatkach nie będzie.