Akcje producenta bielizny po raz pierwszy były notowane wczoraj już po odjęciu praw poboru nowej emisji. Kurs odniesienia papierów Mewy został ustalony na 4 grosze (na zamknięciu poniedziałkowej sesji za akcje Mewy płacono po 37 groszy).
Tak niska cena jest najwyraźniej pretekstem do spekulacji akcjami spółki. Zmiana kursu zaledwie o jeden grosz oznacza jego wzrost lub spadek o 25 proc. Taka sytuacja zachęciła wczoraj inwestorów do handlu. Na zamknięciu sesji za akcje biłgorajskiej firmy płacono po 14 groszy, co oznacza 250-proc. wzrost względem kursu odniesienia. W trakcie sesji z rąk do rąk przeszło 130 mln walorów (60 proc. kapitału).
- Trudno mi oceniać zachowanie inwestorów. Cała sytuacja potwierdza, że giełdą w dużej mierze rządzi psychologia. Cieszę się jednak, że kurs akcji poszedł do góry. Możliwe, że inwestorzy wierzą w pomyślną realizację naszych planów rozwoju- komentuje Józef Kiszka, prezes Mewy i jednocześnie jej akcjonariusz (kontroluje blisko 12 proc. kapitału).
Prezes nie chce jednak zdradzić, czy sam handlował akcjami. Przypomina jedynie, że nawet jeśli tak było, to będzie zobowiązany do poinformowania o tym w raporcie bieżącym.
W ramach podwyższenia kapitału Mewa (handluje wyrobami pod markami m.in. Lookat i Szame) wyemituje prawie 2,6 mld akcji serii D. Będą sprzedawane po nominale, czyli po 1 groszu. Posiadacz jednej "starej" akcji będzie miał prawo do objęcia 12 "nowych".