Aluminium znowu tanieje od początku tygodnia, ale zmiany cen tego metalu nie są tak gwałtowne jak w przypadku na przykład miedzi. Miedź staniała wczoraj o 2,4 proc., a od piątku o ponad 5 proc. Inwestorzy boją się, że spowolnienie gospodarcze w USA zmniejszy popyt na miedź, której najwięcej w Stanach zużywa budownictwo, a w tej branży koniunktura jest najgorsza od kilkunastu lat.
Zmiany cen na rynku aluminium są mniejsze także dlatego, że w tym roku metal ten staniał o 10 proc., podczas gdy niemal wszystkie inne surowce zdrożały. Przyczyną takiej sytuacji jest utrzymywanie się w tym roku nadwyżki na światowym rynku aluminium. Tylko we wrześniu jego dostawy były większe od popytu o 56,9 tys. ton, a w pierwszych 9 miesiącach
o 320 tys. ton.
Perspektywy dla producentów aluminium są jednak dobre, bo gwałtownie spada chiński eksport tego metalu. W rekordowym 2005 r. wyniósł 548 tys. ton, a w przyszłym ma skurczyć się do 70 tys. ton. To skutek polityki fiskalnej władz w Pekinie i olbrzymiego popytu miejscowego przemysłu. Przy takiej tendencji już w 2009 r. Chiny mogą stać się importerem netto aluminium, a to musi spowodować wzrost cen na światowym rynku, bo chiński popyt nie spadnie co najmniej do Expo 2010 w Szanghaju.
Wczoraj po południu za tonę aluminium w kontraktach trzymiesięcznych płacono na Londyńskiej Giełdzie Metali 2450 USD, o 9 USD mniej niż na poniedziałkowym zamknięciu. W miniony wtorek na zamknięciu sesji aluminium kosztowało w Londynie 2508 USD za tonę.