W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie prezydenckiego projektu nowelizacji ustawy o nadzorze finansowym. Nieliczna grupa posłów wysłuchała argumentów Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prezesa NBP za opóźnieniem fuzji Komisji Nadzoru Bankowego i Komisji Nadzoru Finansowego. PO i PSL opowiedziały się za odrzuceniem propozycji już w pierwszym czytaniu. Głosowanie nad wnioskiem odbyło się już po zamknięciu tego numeru "Parkietu". Nic jednak nie zapowiadało, że partie rządzącej koalicji mogłyby zmienić zdanie. Przeciwne prezydenckiej propozycji było także Ministerstwo Finansów (resort zmienił zdanie po wyborach).
Szybka ścieżka
Projekt zgłoszony przez Lecha Kaczyńskiego zakładał odsunięcie zaplanowanej na 2008 r. likwidacji KNB i Głównego Inspektoratu Nadzoru Bankowego do 2013 r. Kancelaria Prezydenta powtórzyła postulat, z jakim w lipcu wystąpił resort finansów, inspirowany przez NBP. Wtedy jednak nie zdążył parlament. - Projekt prezydencki to jedyna możliwa formuła, aby parlament mógł się nim zająć przed końcem roku - tłumaczył inicjatywę głowy państwa prezes NBP. Przekonywał, że przebudowa nadzoru w momencie, gdy rynki finansowe przechodzą "zawirowania", nie jest najszczęśliwsza. Podkreślił, że zbyt późno zauważone symptomy kryzysu odbijają się na całej gospodarce i powodują koszty rzędu kilkunastu procent PKB. Ostrzegał, że po zmianach NBP trudniej będzie podjąć decyzję, czy ratować jakiś bank.
Komitet i tak powstanie
- Nadzór zintegrowany funkcjonuje już z mocy prawa. Każde opóźnienie to zwiększanie kosztów i niepewności - ripostował Jakub Szulc (PO). LiD chciała skierować projekt do komisji. Poparcie wyraziło PiS.