Inwestorzy czekający na spadek cen amerykańskich obligacji wreszcie się go doczekali. W efekcie masowej wyprzedaży papierów 10-letnich ich rentowność wzrosła w piątek z 4 proc. do ponad 4,11 proc. Licząc od ostatniego dołka (z wtorku), skok dochodowości jest jeszcze bardziej efektowny - wyniósł już ponad 27 punktów bazowych (pb.). Po raz ostatni
rentowność była na obecnym poziomie w połowie
listopada.
Bezpośrednim impulsem do wyprzedaży obligacji za oceanem były dane z rynku pracy. Większa od prognozowanej liczba nowych miejsc pracy skłoniła inwestorów do wniosku, że do recesji jest daleko.
Co prawda, mało kto wątpi, że w najbliższy wtorek Fed nie obniży stóp procentowych, ale po pierwsze względnie dobre dane makro sugerują, że mało prawdopodobne jest cięcie aż o 50 pb., tak jak liczyła część graczy. Po drugie, maleją szanse na to, że bank centralny pod wodzą Bena Bernanke będzie skłonny kontynuować agresywne obniżki kosztów pieniądza w kolejnych miesiącach. W końcu to właśnie słabość gospodarki była dotąd głównym argumentem