Najstarszy amerykański indeks ponownie wspiął się ponad linię trendu wzrostowego, który jest kontynuowany od wakacji poprzedniego roku. Na początku tygodnia ze względu na obniżenie rekomendacji dla kilku największych banków inwestycyjnych w USA nie najlepiej zachowywał się sektor finansów. Obserwatorzy amerykańskich parkietów, w tym przedstawiciele Departamentu Skarbu, są zgodni, że skutki kryzysu kredytowego będą ciążyły na rynku jeszcze przez długi czas. Inwestycje w nieruchomości i private equity są cykliczne i obecnie ogólnie wysoce przewartościowane, dlatego obawy o stan poszczególnych sektorów powiązanych z rynkiem hipotecznym są w pełni uzasadnione. Jednak można też spojrzeć na drugą stronę kryzysu, a konkretnie na spadającą wartość dolara amerykańskiego i skutki tej zniżki dla eksporterów zza oceanu. Rekordowy spadek dolara zapewnia tym przedsiębiorstwom przyszłe rekordowe zyski. Można założyć więc, że prawie połowa zysków spółek z indeksu S&P500 będzie pochodzić z transakcji dokonywanych na Starym Kontynencie i w Azji.
Czwartkowe wystąpienie prezydenta USA prezentujące plan pomocy dla ponad miliona gospodarstw domowych, które mogą mieć kłopoty z utrzymaniem kupionych na kredyt domów, pomogło w zdobyciu kolejnego lokalnego maksimum indeksów. Wczoraj poznaliśmy stopę bezrobocia za oceanem, która wyniosła 4,7 proc., wobec prognozy 4,8. Departament Pracy w USA podał przed piątkową sesją na Wall Street stan nowych miejsc pracy - poza rolnictwem powstało w listopadzie 94 tys. nowych miejsc pracy wobec 170 tys. po korekcie miesiąc wcześniej. Dow Jones pokonał opór na poziomie około 13 400 punktów i wyrysował dwie białe świece przy solidnym wzroście obrotów. Niewykluczone, że korekta spadkowa, którą zapoczątkowaliśmy w październiku, przyjmie postać bocznego trendu. W takim przypadku należałoby przeczekać do czasu przynajmniej krótkoterminowego entuzjazmu i zmasowanego ataku popytu.
Dom Maklerski AmerBrokers