Z powodu kryzysu finansowego, który dotknął rynki europejskie i amerykańskie, coraz większym wyzwaniem dla polskich banków staje się pozyskanie finansowania na rynku międzybankowym. Gdy trudno pożyczyć pieniądze od obcych, tym większego znaczenia nabiera możliwość dostania pieniędzy od tzw. mamy, czyli strategicznego inwestora zagranicznego. Gorzej, jeżeli inwestor sam ma kłopoty.
Należący do niemieckiej grupy finansowej Commerzbank BRE Bank od dwóch lat znajduje się w czołówce polskich banków pod względem dynamiki sprzedaży kredytów. Ważnym źródłem finansowania bieżącej działalności są kredyty, których udziela zagraniczny inwestor.
W tym roku BRE dwukrotnie korzystał z finansowego wsparcia Commerzbanku. W czerwcu niemiecki inwestor udzielił mu trzyletniego kredytu w wysokości 500 mln CHF. Kolejną umowę kredytową, opiewającą na taką samą sumę, banki podpisały w październiku. W sumie od swego inwestora BRE Bank pożyczył 1 mld CHF.
W przyszłym roku BRE będzie potrzebował nie tylko zwykłych kredytów, ale również dodatkowego zastrzyku kapitału, ponieważ nowa umowa kapitałowa wymusi podwyższenie wymogu kapitałowego o 250 mln zł, obniżając współczynnik wypłacalności banku do ok. 9,3 proc. (z 10,2 proc. obecnie). Czy bank będzie uzupełniał swoją sakwę dzięki kolejnej pożyczce uzyskanej od zachodniego inwestora? Informacji na ten temat przedstawiciele BRE na razie nie mogli nam ujawnić.
Tymczasem sam Commerzbank zaczyna mieć kłopoty. Niemcy nie są w stanie precyzyjnie określić, ile tak naprawdę stracili w tym roku w wyniku zaangażowania po drugiej stronie oceanu. Początkowo mówiono o 80 mln euro, w końcu ustalono wartość odpisów na 291 mln euro. Może się wydawać, że to niewiele - chociażby w porównaniu z Deutsche Bankiem, który w kryzysie kredytowym utopił już 2,16 mld euro. - Dzięki zróżnicowaniu swych interesów Commerzbank jest o wiele mniej narażony niż wielkie banki inwestycyjne - komentuje Andrea Williams, z firmy inwestycyjnej Royal London Asset Management.