Paliwa i żywność drożeją w szybkim tempie na całym świecie, ale mocno rozwijające się gospodarki Europy Środkowej odczuwają ten trend bardziej dotkliwie niż Europa Zachodnia i Ameryka. W Czechach inflacja wynosi już 5 proc., czyli najwięcej od ponad sześciu lat. Niepokojące dane napłynęły też wczoraj z Węgier i Litwy. Czy podobnie niekorzystnego procesu nie doświadczy również Polska?
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w październiku inflacja sięgnęła u nas 3 proc. Prognozy ekonomistów ankietowanych przez "Parkiet" mówią o 3,4 proc. w listopadzie. To wartości najwyższe od kilkudziesięciu miesięcy, ale okazuje się, że Polska wypada i tak całkiem korzystnie na tle swoich sąsiadów. Nie mówiąc już o krajach bałkańskich, gdzie ceny rosną w tempie dwucyfrowym bądź niewiele mniejszym. W Europie Środkowej względnie niską inflacją, porównywalną z notowaną w Polsce, może pochwalić się jedynie Słowacja.
Kłopoty Czechów i Węgrów
Wczorajsze dane Czeskiego Urzędu Statystycznego zaskoczyły analityków. Konsensus specjalistów mówił o wzroście inflacji w listopadzie do 4,5 proc., z 4 proc. w październiku. Ekonomiści zakładali, że w ciągu miesiąca wartość koszyka dóbr i usług powiększy się o 0,5 proc., tymczasem w rzeczywistości było to 0,9 proc.
- Co ważniejsze, rozbieżność rzeczywistej stopy i przewidywań banku centralnego będzie się dalej powiększać - uważa Jan Vejmelek, ekonomista z Komercni Banka. Narodowy Bank Czech podnosił w tym roku stopy procentowe już cztery razy. Nie na wiele się to zdało, gdyż motorem inflacji są ceny żywności, które w listopadzie rosły w tempie 10,4 proc. na rok i aż 4 proc. na miesiąc.