W Pekinie wczoraj zakomunikowano, że "upoważnione" zagraniczne spółki będą mogły sprzedawać denominowane w juanach akcje, a zarejestrowane w Chinach zagraniczne banki dostaną pozwolenie na sprzedaż obligacji w tamtejszej walucie. Zagraniczne firmy chcąc na przykład inwestować w Chinach, nie będą już musiały kupować juanów, co zmniejszy presję aprecjacyjną na tę walutę.
Zagraniczne spółki od dawna zabiegają o dostęp do chińskiego rynku kapitałowego także dlatego, że tylko w tym roku obywatele tego kraju otworzyli ponad 47 mln rachunków inwestycyjnych. Dzięki licznym ofertom publicznym akcji, które cieszyły się dużym powodzeniem, chiński rynek wyprzedził Hongkong i obecnie zajmuje po Tokio drugie miejsce w Azji pod względem kapitalizacji.
Z Chin nadeszła też inna wiadomość, zapowiadająca liberalizację rynku. Zarząd giełdy w Hongkongu przedłożył rządowi w Pekinie projekt pilotażowego programu dokonywania bezpośrednich zakupów akcji na tym rynku przez chińskich inwestorów detalicznych.
Chińskie władze już 20 sierpnia zapowiedziały wydanie takiego zezwolenia, ale później kilka razy odraczano realizację tego pomysłu, tłumacząc to koniecznością oszacowania ryzyka. Chiński rząd chce, by ten program zaczął działać jak najszybciej, bo zmniejszyłoby to nacisk na juana i oddaliło groźbę wzrostu inflacji. Pojawiły się też jednak obawy, że nadmierny odpływ środków spowoduje krach na giełdach w Szanghaju i Shenzhen. Program pilotażowy ma mieć górną granicę 30 mld USD.
Bloomberg