Reklama

Kolejne sygnały słabości warszawskiej giełdy

Po ponad dwóch tygodniach od ustanowienia przez WIG dołka jesteśmy zaledwie około 4 proc. powyżej niego. Słabość odbicia nie nastraja optymistycznie, tym bardziej że na świecie nastroje się pogarszają. Znaczny spadek kursu złotego stanowi kolejny element ryzyka dla inwestorów giełdowych

Publikacja: 15.12.2007 09:38

Warszawska giełda w dalszym ciągu pozostaje przede wszystkim pod wpływem globalnych wydarzeń. Jest jednak jeden czynnik, znacząco oddziałujący na wyobraźnię inwestorów. To listopadowe odpływy z funduszy inwestycyjnych. Choć można było się ich spodziewać, obserwując przedłużający się okres kiepskich stóp zwrotu w ostatnich miesiącach, a w wielu głosach słychać było, że mogło być gorzej, to trudno jednak zanegować negatywny wpływ na koniunkturę decyzji oszczędzających w funduszach.

Potwierdza się też to, że wyzwaniem dla podmiotów akcyjnych staje się rosnąca atrakcyjność bezpiecznych form inwestowania, takich jak obligacje czy fundusze pieniężne.

Wyniki funduszy niepokoją

Najbardziej wymowne jest to, że od czterech miesięcy 3-miesięczna zmiana indeksu WIG praktycznie nieustannie jest ujemna. To oznacza, że kupujący akcje od połowy maja do połowy września na nich nie zarabiali. Indeks WIG można też traktować jako przybliżenie wyników funduszy akcyjnych. W związku z tym uzasadnione jest również przypuszczenie, że nikt z nabywających jednostki udziałowe takich podmiotów nie jest zadowolony z takiej decyzji. To zaś oznacza zagrożenie utrzymywaniem się niekorzystnego bilansu napływu i odpływu środków z funduszy akcji.

Ta sprawa jest sporym kłopotem przy ocenie rynku. Branża funduszy zmienia się zbyt dynamicznie, by można mówić o obowiązujących zasadach zachowania inwestorów. To stanowi dodatkowy czynnik ryzyka. Jednocześnie trudno rozstrzygnąć, w jakim stopniu na giełdę oddziałuje realna podaż ze strony zarządzających, a w jakiej części mamy do czynienia jedynie z decyzjami inwestorów przewidujących możliwość dalszych odpływów.

Reklama
Reklama

Można było odnieść wrażenie, że w piątek występował raczej ten drugi wariant. Ceny akcji szły w dół, ale głównie dlatego, że brakowało chętnych do kupna. Natomiast dość ograniczone obroty wskazywały na to, że podaż nie jest zbyt agresywna. Zresztą nie było ku niej aż tak istotnego powodu. W połowie dnia byliśmy jedną z najsłabszych giełd na świecie.

Na techniczną sytuację naszego rynku możemy spojrzeć z dwóch perspektyw. W jednej w ostatnim czasie obserwowaliśmy ruchy powrotne indeksów WIG, mWIG40 oraz sWIG80 do przełamanych wcześniej bardzo ważnych wsparć. Dla pierwszego indeksu jest nim 12-miesięczna średnia krocząca, dla dwóch pozostałych dołki z połowy sierpnia.

Banki martwią

najbardziej

Gdy doszło do ich pokonania w pierwszej połowie listopada pierwszy raz w tej hossie można było zacząć doszukiwać się wyraźnych sygnałów jej zakończenia. Dwa ukształtowane coraz niżej dołki na wykresach mWIG40 oraz sWIG80 wypełniały definicję trendu spadkowego. Zniżka WIG poniżej 12-miesięcznej średniej kroczącej wskazywała natomiast, że kupno akcji po przeciętnej cenie z minionych 12 miesięcy przyniosło straty.

Zabrakło ostatecznego potwierdzenia wejścia rynku w trwalszy okres zniżek, jakim stałoby się przełamanie przez WIG sierpniowych minimów. Nie doszło do tego głównie za sprawą banków, które dość dobrze zniosły listopadową przecenę. Można było w tym upatrywać ich siły, ale kolejne tygodnie nie potwierdziły takich przypuszczeń. Akcje banków oprócz deweloperów były najsłabsze na parkiecie. W efekcie WIG-Banki w niewielkim stopniu oddalił się od bardzo ważnego wsparcia, jakim jest 12-miesięczna średnia krocząca. Indeks nie znalazł się poniżej niej ani razu od wiosny 2003 r. Wobec tego, gdyby do tego doszło, otrzymalibyśmy kolejny zły sygnał dla przyszłej koniunktury rynkowej. Jego konsekwencją stałby się zapewne udany atak na sierpniowe minimum indeksu WIG. To potwierdziłoby negatywne zapatrywania na kolejne giełdowe miesiące.

Reklama
Reklama

W dalszym ciągu jednak trudno sobie wyobrazić realizację spadkowego scenariusza bez powrotu złych nastrojów na światowej giełdzie. W ostatnich 3 miesiącach korelacja WIG z europejskim DJ Stoxx 50 była bardzo wysoka i sięga 0,85. To w uproszczeniu oznacza, że w 85 proc. zmiany polskiego indeksu można było tłumaczyć wahaniami cen europejskich firm.

W tym kontekście ostatnie wydarzenia na światowych rynkach muszą wzbudzać niepokój. Plan, jaki układali sobie w głowach inwestorzy przez poprzednie tygodnie, w którym władze monetarne będą w stanie swoimi działaniami przeciwdziałać niekorzystnym zjawiskom w gospodarkach, przestał mieć rację bytu. Skok inflacji w Ameryce i innych krajach praktycznie wyklucza możliwość cięcia stóp procentowych w bliskiej perspektywie. Jednocześnie nieufność na rynku międzybankowym jest tak duża, że nawet pierwsza od 2001 r. zintegrowana interwencja najważniejszych banków centralnych świata, nie była w stanie w istotny sposób poprawić płynności.

Najbardziej niepokojącym dla giełd efektem ostatnich wydarzeń jest idąca szybko w górę rentowność długoterminowych obligacji w Ameryce. W tym miesiącu w przypadku 10-latek podniosła się z 3,97 do 4,25 proc. Na koniec poprzedniego tygodnia wynosiła 4,12 proc.

Niechęć do ryzyka

Wszystkie te czynniki przekładają się na malejącą niechęć do ryzyka. Widać to choćby przez pryzmat kursu dolara, który zaczął się wyraźniej wzmacniać. To również konsekwencja tego, że inwestorzy przestali wierzyć w dalsze obniżki stóp procentowych w Ameryce. Aprecjacja dolara względem euro przełożyła się na wyprzedaż walut w naszym regionie. Przez tydzień złoty stracił w relacji do euro 1,4 proc., a do dolara 3 proc. Podobnie było z forintem, koroną czeską i słowacką. Silna reakcja na rynku złotego wynika z wcześniejszej siły naszego pieniądza. Chodzi zarówno o tę wykazywaną we wrześniu i październiku, kiedy złoty zyskiwał wraz z rosnącym euro, jak i tę z kilku poprzednich dni, kiedy byliśmy świadkami wzrostu złotego mimo oznak słabnięcia popytu na wspólną walutę.

Można przypuszczać, że kupno złotego na przełomie listopada i grudnia było pochodną przekonania inwestorów o dalszym umacnianiu się euro wobec dolara. Te nadzieje nie spełniły się. Skoro więc decyzje podejmowano na błędnych przesłankach, to proces wycofywania się z nich musiał przybrać dość gwałtowny charakter. Pytanie, czy jest to zapowiedź trwalszego trendu, co stanowiłoby dodatkowy element ryzyka dla naszej giełdy.

Reklama
Reklama

Wyraźnie widoczna pozytywna dywergencja na MACD na wykresie EUR/PLN, jak również bardzo silna korelacja tej pary walut z EUR/USD w ostatnich 12 miesiącach (wskazuje na to, że głównym motorem zmian kursu naszej waluty były wahania EUR/USD) zapowiadają mocniejsze osłabienie złotego.

Banki znów na krawędzi

Ostra przecena banków na piątkowej sesji stawia ten sektor,

a w efekcie cały rynek, w bardzo trudnym położeniu. Indeks WIG-Banki w drugiej połowie listopada dotarł do silnego wsparcia w postaci 12-miesięcznej średniej kroczącej. Jego obrona dawała nadzieję na podtrzymanie hossy w tej branży. Okazało się jednak, że nie było zbyt wielu chętnych do kupowania walorów po coraz wyższych cenach. W takiej sytuacji wystarczyło niewiele, by notowania wróciły w pobliże listopa-

dowego dołka, przełamując przy tym 12-miesięczną średnią kroczącą. Stało się tak po raz pierwszy od wiosny 2003 r., co przestrzega przed zmianą trendu na spadkowy przez banki.

Reklama
Reklama

Złoty zaczął wyraźnie tracić

Rykoszetem związanym z utratą nadziei na kolejne obniżki stóp procentowych w USA został trafiony złoty. Od kilku miesięcy utrzymuje się ścisła zależność notowań naszej waluty

z kursem EUR/USD. Wcześniejszy wzrost euro i nadzieje na kontynuację ruchu wspólnej waluty w górę powodowały utrzymywanie się siły złotego. Osłabienie euro wobec dolara przeło-

żyło się na pokaźną wyprzedaż złotego. Tak samo jak on ucierpiały inne waluty z naszego regionu - korona czeska i słowacka nawet mocniej. Z punktu widzenia giełdy niższy kurs złotego może poprawić klimat wokół mniejszych firm, głrterów, ale zwiększa poziom niepewności wokół całego rynku.

Korelacja ze światem wciąż silna

Reklama
Reklama

Skala odbicia trwającego od drugiej połowy listopada na naszej giełdzie plasuje nas w połowie stawki światowych giełd. To pokazuje, że mimo pojedynczych sesji, na których nasze indeksy wybierają własną drogę, generalnie zachowanie globalnych giełd ma istotny wpływ na koniunkturę na naszym parkiecie. W ostatnich trzech miesiącach korelacja WIG i europejskiego DJ Stoxx 50 wyniosła 0,85. Jednocześnie od czterech miesięcy niekorzystnie prezentują się stopy zwrotu dla naszego rynku. To zniechęca do lokowania na giełdzie i skłania do obaw o przyszłe saldo napływu środków do funduszy akcji. Rekordowy odpływ z listopada działa tu na wyobraźnię.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama