- Zostaniecie zdemaskowani i ukarani - grzmiał pod adresem nieuczciwych menedżerów prezydent George W. Bush pięć lat temu. Teraz okazało się, że aż 61 proc. menedżerów skazanych podczas jego kadencji za korupcję i inne przestępstwa w więzieniu spędziło nie więcej niż dwa lata.
Podczas spotkania z prokuratorami 26 września 2002 r. Bush zapowiedział stosowanie surowych kar, które będą działały odstraszająco, ale aż 28 proc. skazanych za przestępstwa "białych kołnierzyków" uniknęło wyroku więzienia, zaś 6 proc. z 1236 dostało 10 lub więcej lat w odosobnieniu. Bernard Ebbers, były szef telekomunikacyjnego giganta WorldComm odsiaduje karę 25 lat, zaś Jeffrey Skilling, były dyrektor generalny Enrona, dostał 24 lata.
Joshua Hochberg, który w latach 1998-2005 kierował sekcją kryminalną w Departamencie Sprawiedliwości, uważa, że w przypadku przestępstw "białych kołnierzyków" wyrok dwóch lat więzienia bądź krótszy nie jest silnym sygnałem odstraszającym potencjalnych naśladowców. Przyznaje jednak, że skazanie dużej liczby oskarżonych jest ostrzeżeniem, przed nieuchronnością kary.
W latach 2002-2007 spośród 1236 osób uznanych za winne wyroki zapadły w przypadku 1133. 47 proc. z tej liczby dostało kary więzienia nie dłuższe niż rok. Sędziowie orzekali łagodniejsze wyroki, jeśli podsądni pomagali w śledztwie, byli menedżerami średniego lub niższego szczebla, popełnili mniej wyrafinowane przestępstwa. W tym gronie znalazł się też kasjer unii kredytowej, który ukradł mniej niż 20 tys. USD.
W latach 90. przeciętny wyrok za przestępstwa "białych kołnierzyków" zmienił się w niewielkim stopniu, gdyż utrzymał się w przedziale 12-13 miesięcy. W 2001 r. nastąpił wzrost do 15 miesięcy, zaś w ubiegłym roku było to już 18 miesięcy. Joan Meyer, która jest doradcą zastępcy prokuratora generalnego, przekonuje, że każdy wyrok więzienia może mieć walor odstraszający. - Nie każdy przypadek może być na miarę Enronu - twierdzi.