W trakcie pierwszej konferencji prasowej mówiła Pani o planowanych zmianach organizacyjnych, decentralizacji i innym podejściu do samorządów.
To są dwie różne kwestie. Zmiany organizacyjne mogą być dokonane w ramach ministerstwa, ale o tym za wcześnie jeszcze mówić. Natomiast jeśli chodzi o podejście do samorządów, to tutaj da się wiele zrobić, i to od zaraz. To kwestia relacji z władzami samorządów i lekkich usprawnień w systemie wdrażania. Podkreślam, że ramy programowe na lata 2007-2013 już zostały ustalone. Decentralizacja będzie polegała na zmianie podejścia do beneficjentów tych środków, które w tej chwili są zarządzane regionalnie. To jest duża zmiana w stosunku do tego, co się działo w okresie 2004-2006.
Ministerstwo musi koordynować działania, jednak wiele decyzji można pozostawić w rękach samorządów. Do tej pory stawiano je w jednym szeregu, co w tak różnorodnym kraju jak Polska wywoływało nieprzychylne reakcje. Stąd między innymi tak masowa odmowa podpisania kontraktów regionalnych. Konflikt narastał od kilku miesięcy. Było kilka stanowisk konwentu marszałków. W listopadzie wszystkie samorządy oświadczyły, że nie podpiszą kontraktów w zaproponowanej formie. Były one tak szczegółowe, że samorządy nie miały możliwości manewru.
Niedawno MRR opublikowało raport dotyczący zaawansowania realizacji unijnych programów w dziesięciu nowych krajach członkowskich. Wynika z niego, że Polska zajmuje piąte miejsce w rankingu wykorzystania funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności, ale aż dziewiąte, jeśli chodzi o poziom refundacji z Funduszu Spójności. Wydaje się, że naszą piętą achillesową są analizy środowiskowe.
Zajmujemy piąte miejsce, ale przy takiej skali środków i przy tej wielkości kraju nie mamy się czego wstydzić. Oczywiście, to nie znaczy, że spoczniemy na laurach.