Indeks dużych spółek rozpoczął piątkowe notowania od mocnych wzrostów. Już na otwarciu zyskał 1,3 proc. Następne trzy kwadranse przyniosły kolejny 1 proc. i zwyżkę do 3525,62 pkt. Wtedy też optymizm się wyczerpał, a jego miejsce zajął strach. Strach przed ostatnią, kluczową z punktu widzenia rozliczenia grudniowych kontraktów terminowych, godziną na GPW.
W sytuacji gdy główne europejskie indeksy pozostawały na solidnych, ponadjednoprocentowych plusach, strach na GPW był dawkowany stosunkowo oszczędnie i przejawiał się powolnym osuwaniem WIG20, który to ruch naśladowały zresztą inne indeksy. O godzinie 15.00 WIG20 osunął się do 3465,84 pkt i rósł o niecałe 0,6 proc.
Ostatnia godzina przyniosła małe "przepychanki" pomiędzy popytem a podażą, ale nie doszło do gwałtownych zmian. Ostatecznie WIG20 zakończył dzień na poziomie 3482,63 pkt, rosnąc o 1,05 proc.
Dzień trzech wiedź nie przyniósł więc dużych emocji. Takich emocji nie powinny przynieść również przyszłotygodniowe dwie sesje, które składają się na giełdowy tydzień. Jednak to, czy faktycznie tak będzie, przede wszystkim będzie zależało od tego, co w poniedziałek i środę wydarzy się na Wall Street, a na co rodzimi gracze będą mogli zareagować dopiero w czwartek.
Sytuacja techniczna na dziennym i tygodniowym wykresie WIG20 wskazuje na możliwość wzrostu w przyszłym, świątecznym tygodniu. Tak m.in. należy interpretować wyrysowane we wtorek i środę dzienne świece, które dolnymi cieniami testują m.in. długoterminową linię hossy. Tak też należy interpretować podobną świecę na wykresie tygodniowym.