Reklama

Nasza chata z kraja

Jesteśmy optymistami. I niech tak pozostanie

Publikacja: 22.12.2007 11:22

Kończy się zakupowe helldorado. Korki w mieście, tłumy w sklepach, amok w oczach. Jednym słowem: ŚWIĘTA. A z codziennych obserwacji wynika, że tegoroczne święta to dla Polaków okazja do naprawdę DUŻYCH zakupów. Nic w tym zresztą dziwnego. Wynagrodzenia rosną jak szalone, a liczba pracujących przyrasta w rekordowym tempie. Zarabiamy więcej, mamy poczucie stabilności zatrudnienia. Czy potrzeba czegoś więcej, by beztrosko rzucić się w wir gorączkowych, przedświątecznych przygotowań? Wygląda na to, że nie.

Jednocześnie jednak warto zauważyć, że powyższa postawa rodaków wyraźnie sugeruje, że Polacy całkiem dobrze zaimpregnowali się na złe wieści. Nic to, że giełda spada, mieszkania tanieją, a na światowych rynkach szaleje kryzys, z powodu którego Alan Greenspan powiedział, że obecna sytuacja w polityce pieniężnej jest trudniejsza niż to, z czym miał kiedykolwiek do czynienia. A to ostatnie już coś znaczy. Przecież Mr. Greenspan niejeden kryzys widział w ciągu tych kilkunastu lat, kiedy pozostawał na stanowisku szefa Fedu.

Pojawia się więc pytanie, kto ma rację? Czy eksperci i analitycy, którzy straszą kryzysem finansowym, globalnym spowolnieniem tudzież monstrualnym przyrostem cen żywności? Czy może jednak rację mają polscy konsumenci, którzy powyższe ostrzeżenia mają ewidentnie w głębokim poważaniu i koncentrują się na dużo poważniejszych zagadnieniach? Choćby na tym, jaką plazmę wybrać, czy też, który zestaw kina domowego ma wystarczająco mocny subwoofer.

Prawda, jak to zwykle prawda, leży gdzieś pośrodku. Do tej pory bowiem nasze krajowe podwórko wydaje się zupełnie odseparowane od globalnej zawieruchy. Wprawdzie i u nas słychać jej dalekie echa, ale mimo to gospodarka ma się dobrze. I choć gdzieś na horyzoncie czai się ryzyko, że w przyszłym roku i my możemy dostać mocniejszym rykoszetem, to prawdopodobieństwo takiego biegu wypadków nie jest duże. Tym bardziej że przed globalnymi perturbacjami do pewnego stopnia chroni nas właśnie optymizm polskich konsumentów. I będzie chronił tak długo, jak nie damy sobie popsuć dobrego humoru. A psucie to, sądząc po ostatnich informacjach, nie będzie łatwe, bo jest to humor iście szampański.

Jak podało ostatnio CBOS, odsetek respondentów pozytywnie oceniających sytuację materialną swoich gospodarstw domowych jest obecnie najwyższy od 20 lat, zgodnie zaś z wynikami Eurobarometru Polacy są trzecimi największymi optymistami wśród 27 państw europejskich pod względem oceny sytuacji na rynku pracy.

Reklama
Reklama

Wiem, wiem, malkontenci powiedzą zaraz, że rozbuchana konsumpcja to prosta droga do wzrostu inflacji czy deficytu handlowego. I mają sto procent racji. Tylko że w obliczu piętrzących się czynników globalnego ryzyka lepiej chyba mieć "problem" z silnym wzrostem konsumpcji, który jednakowoż daje ochronę przed globalnym ochłodzeniem koniunktury, niż takiego "problemu" nie mieć. Po prostu, dzięki wysokiemu poziomowi krajowej konsumpcji i inwestycjom mamy duże szanse na to, że w przyszłym roku okaże się, że "nasza chata z kraja", gorszy nastrój w gospodarce światowej zaś będziemy mogli najwyżej obejrzeć sobie w telewizji.

Bez większych wyrzutów sumienia przyglądajmy się więc atakowi konsumpcjonizmu, a ci, którym się to nie podoba, niech pocałują renifera Rudolfa w jego czerwony nos.

Główny ekonomista Fortis Banku

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama