Reklama

Ale boli mnie szyja

Dziennikarz nie może narzekać, że jego dzieło zostanie skrócone albo odrzucone

Publikacja: 27.12.2007 07:43

Boli mnie szyja. Szczególnie kiedy piszę felietony. Skupiam się nad tekstem. Mam ręce przyklejone do klawiatury, ale najchętniej położyłbym je na szyi. Mam wrażenie, że głowa działa jak łyżka koparki, która kopie w rzeczywistości, aby wydobyć zagrzebany skarb. "Główka pracuje" mechanicznie i skrupulatnie. Raz się denerwuję, że mi nie wychodzi, i zębami wyciągam kawałek ze śmieci. Raz muszę pogłębić temat i uderzyć mocniej, aby się przebić przez warstwę ogólników. Stawy intensywnie pracują, a przez to, że mózg wysysa całość oleju z głowy, zacierają się tryby szyi. Robi się gorąco. Źródło natchnienia wysycha. Marzę o kąpieli, niestety, wanna jest ostatnim miejscem, które nadaje się do pisania.

Czasem jest odwrotnie. Mam nadmiar pomysłów i nie mogę się pozbierać. Zaczynam jedno zdanie, nie kończę i myślę o czymś innym. Zbieram dużo informacji, mieszam je i się zatykam. Nic nie wychodzi. Czuję się jak napełniona zbyt gęstym płynem butelka, z której nic się nie wylewa. Wąskie gardło albo "bottle-neck" (czyli: szyja butelki) i znowu odczuwam ból.

Więc zawsze boli mnie szyja, kiedy piszę. Czy jest źle, czy jest dobrze, tak samo cierpię. Uprawiam rano gimnastykę - po dwóch godzinach pisania jest poprawa. Najgorzej jest, gdy jestem w delegacji, bo w żadnym pokoju hotelowym nie znajduję odpowiedniego placyku do moich ćwiczeń. Wtedy marzy mi się masaż. Kiedy pier -wszy raz zdecydowałem się na wizytę u masażysty, miałem opór przed poddaniem się dotykowi obcej osoby. W dodatku z dzieciństwa wyniosłem niechęć do zawodów manualnych, jakby nie można było pracować i głową, i rękami. Jedna wizyta wystarczyła, aby mnie wyleczyć z tego przesądu. Trafiłem na masażystę erudytę:

- Czym się pan zajmuje?

- Jestem dziennikarzem - powiedziałem, bo zawsze ściemniam, kiedy ktoś się odważy być większym specjalistą ode mnie w zadawaniu pytań w sprawach zawodowych. - Żyję z pisania felietonów - dodałem, próbując wzbudzić jego litość.

Reklama
Reklama

- Przed panem był u mnie

też dziennikarz, którego bolał kark.

- To choroba zawodowa.

- Pana kolega po fachu tłumaczył, że dziennikarstwo to wyścig szczurów. Trzeba dużo pisać, zawsze pod presją terminów, a i tak mało z tego jest publikowane. Dziennikarz nie może narzekać, że jego dzieło zostanie skrócone albo odrzucone.

- Wydawcy to zdrajcy.

- Nieprzypadkowo zawodników wyścigu szczurów boli akurat szyja.

Reklama
Reklama

- Co pan ma na myśli?

- Czy zna pan zwierzę, które ma szyję krótszą niż szczur?

- Nie myślałem o tym.

- Szczur nie ma szyi, aby lepiej przemieszczać się w śmieciach. Dlatego ludzi zmuszonych do uczestnictwa w wyścigu szczurów boli szyja.

- Darwin powiedziałby, że szyja boli i kurczy się tak, aby człowiek upodobnił się do szczura. Z czasem muskuły zawsze dopasują się do otoczenia.

- Zresztą może pan wie, że słowo "muskuły" pochodzi od łacińskiego słowa, które znaczy "mysz"!

Reklama
Reklama

- Rzeczywiście, przypominam sobie. Ale dlaczego dziennikarzy szyja boli bardziej niż przedstawicieli wszystkich innych zawodów uczestniczących w wyścigu szczurów?

- Bo walczą o swoje kolumny!

- Nie widzę związku.

- Kolumna to od łacińskiego "collum", czyli szyja!

Przyjaciołom dziennikarzom polecam masaż szyi, na odprężenie muskułów mózgu.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama