W październiku Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju uzgodnił z władzami Czech, że z końcem tego roku przestaje inwestować w tym kraju. Powodem jest osiągnięcie wystarczającego poziomu rozwoju gospodarki. Kiedy będzie podobna decyzja w sprawie Polski? Bank przecież myśli o kolejnych projektach, jak zaangażowanie w PZU czy w Polskie Towarzystwo Reasekuracji?
Faktycznie, jeśli chodzi o Czechy, podjęliśmy już taką decyzję, uznaliśmy je za kraj, który przeszedł pomyślnie transformację. Sytuacja zmniejszającego się zaangażowania EBOiR-u dotyczy całej Europy Środkowej. W naszym banku pojawiały się głosy, żebyśmy przestali angażować się również w Polsce, bo to także bogaty kraj, który sam powinien już uczestniczyć w pomocy państwom mniej rozwiniętym, a nie z takiej pomocy korzystać. Jednak upierałem się, że w Polsce jest jeszcze dużo do zrobienia, wiele gałęzi, które czeka transformacja.
Dwie trzecie środków zaangażowanych w polski rynek to kredyty, jedna trzecia to inwestycje kapitałowe. Czy utrzymacie taki parytet w przyszłości?
Wszystko zależy od projektu. Każdy jest inny. Jednak wydaje się, że właśnie w tym kierunku będzie nasze zaangażowanie podążało.
Gdzie widzi Pan jakieś możliwości zaistnienia EBOiR-u w perspektywie najbliższych 2-3 lat, jeśli chodzi o Polskę?