Za rok główna stopa może być o ok. 100 punktów bazowych wyższa niż obecnie, gdy wynosi 3,5 proc. – tak wynika z kwotowań kontraktów FRA – forward rate agreement – dotyczących oczekiwanej wysokości stóp rynkowych. Czy gracze rynkowi mają rację?Ministerstwo Finansów na potrzeby przyszłorocznego budżetu założyło, że w przyszłym roku nie będzie ani jednej podwyżki stóp. Podobnie uważa część ekonomistów. – Jeśli będzie jakieś zacieśnienie, to niewielkie – mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Millennium.

Jego zdaniem w 2010 r. powodem do obaw dla RPP będzie poziom konsumpcji prywatnej. – Jesienią stopa bezrobocia znów zacznie rosnąć. Dochody rozporządzalne ludności nie będą się zwiększać w takim tempie jak jeszcze niedawno. Podwyżki stóp dodatkowo ograniczałyby wydatki konsumpcyjne – wyjaśnia Maliszewski.

O tym, że wyceniana przez rynek skala podwyżek stóp jest przesadzona, mówi również Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego. – Istnieje ryzyko wzrostu cen kontrolowanych, co podniosłoby inflację, jednak głównym powodem podwyżek stóp w Polsce będzie raczej ożywienie gospodarcze na świecie i podwyżki stóp dokonywane przez inne banki centralne – ocenia Kalisz. – Jego zdaniem w grę może wchodzić również to, że na początku 2010 r. zacznie się nowa kadencja RPP. – Podwyżki mogłyby służyć budowaniu wiarygodności nowej rady – mówi Kalisz. On sam uważa jednak, że zacieśnianie polityki pieniężnej może się zacząć w połowie przyszłego roku, a w ciągu najbliższych 12 miesięcy będą to najwyżej dwie podwyżki w sumie o 50 pb.

Podwyżek stóp w podobnej skali spodziewa się również Ernest Pytlarczyk, analityk BRE Banku. – Wydaje się, że pod koniec przyszłego roku można się spodziewać początku zacieśniania polityki pieniężnej. Oczekiwania rynkowe są zbyt duże. Ale można odbierać to tak, że rynek po prostu wycenia ryzyko, że RPP spóźni się z podwyżkami stóp – mówi Pytlarczyk.