Szeroko pojęty sektor chemiczno-paliwowy wszedł w kolejną fazę cyklu koniunkturalnego. Podczas gdy wcześniej przedsiębiorstwa te cechowały się szybkim spadkiem zysków, to obecnie powszechne stały się straty. Wśród 14 spółek objętych naszą analizą jedynie pięć może się pochwalić dodatnim wynikiem netto (licząc narastająco za cztery kolejne kwartały). Wrażenie robią szczególnie ogromne straty koncernów paliwowych – Lotos i Orlen są łącznie 4 mld zł pod kreską.
Dla części inwestorów taka sytuacja sama w sobie jest argumentem za tym, by trzymać się z daleka od akcji wytwórców chemikaliów i paliw. Tym bardziej że szybka zwyżka notowań od lutowego dołka bessy w zderzeniu ze słabymi wynikami finansowymi spółek zdaje się sugerować, że kursy urosły wyłącznie dzięki kapitałowi spekulacyjnemu.
[srodtytul]Zyski to nie wszystko[/srodtytul]
Tak jednoznaczne postawienie sprawy nie wydaje się jednak najtrafniejsze, ponieważ ignoruje fakt, że szeroko pojęty sektor chemiczny jest klasycznym przykładem branży wrażliwej na cykliczne zmiany koniunktury gospodarczej. Straty przedsiębiorstw widoczne w raportach za I półrocze są efektem ówczesnego spowolnienia gospodarczego, ale przecież od wiosny gospodarka wychodzi stopniowo na prostą (o czym świadczą rozmaite wskaźniki, takie jak PMI czy roczna dynamika produkcji przemysłowej). To by sugerowało, że kolejne kwartały będą już znacznie lepsze dla przedsiębiorstw chemicznych. Skoro zaś inwestorzy giełdowi kierują się przede wszystkim oczekiwaniami na przyszłość, to może jednak zwyżka notowań ma uzasadnienie?
Nawet jeśli przyjmiemy takie założenie, to i tak pojawia się kolejny problem. Jak ocenić, czy zwyżka kursów nie była zbyt szybka w stosunku do oczekiwanej poprawy czynników fundamentalnych? Ponieważ w naszych analizach tradycyjnie unikamy opierania wniosków na prognozach (wyników lub makroekonomicznych), to pozostaje inne rozwiązanie – tzw. wartość teoretyczna, którą obliczamy poprzez mnożenie aktualnych danych finansowych przez historyczne mediany wskaźników wyceny. Metoda ta pozwala odpowiedzieć na pytanie, czy akcje są niedowartościowane czy przewartościowane względem historycznej „normy”.