Sprzedaż ubezpieczeń, związanych głównie z kredytami mieszkaniowymi, ma dla banków coraz większe znaczenie. Dziesięć instytucji notowanych na giełdzie miało w pierwszym półroczu blisko 630 mln zł prowizji netto z tego typu działalności. To wynik o ponad 40 proc. lepszy niż rok wcześniej. W PKO BP, któremu prowizje netto ze sprzedaży ubezpieczeń dały w I półroczu 264 mln zł, wynik był ponadczterokrotnie lepszy niż rok temu.

Ewentualne ograniczenie sprzedaży polis powiązanych z kredytami dotknęłoby również firmy ubezpieczeniowe. Największym graczem na tym rynku jest giełdowa Europa.

Nadzór poprosił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów o sprawdzenie, czy stosowane przez banki praktyki nie naruszają zbiorowych interesów konsumentów. – Analizując praktykę banków, stwierdziliśmy, że w wypadku opłacania przez kredytobiorców składki z tytułu objęcia ich grupową umową ubezpieczenia od utraty pracy aż 95 proc. opłacanej składki może trafić do banku jako „premia” bądź „wynagrodzenie za obsługę ubezpieczenia” – mówi Adam Płociński, dyrektor w KNF. – A przecież to ma być składka za ubezpieczenie.

Zastrzeżenia nadzoru budzi również praktyka związana z umowami ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. – W tych wypadkach, choć to bank jest stroną umowy i to on otrzyma ewentualne odszkodowanie, realny ciężar składki ubezpieczeniowej ponosi kredytobiorca – wyjaśnia Płociński. Najważniejsze jest jednak to, że ubezpieczyciel, mimo że kredytobiorca opłacał faktycznie składkę, może wystąpić do niego z regresem o zwrot kwoty wypłaconego bankowi odszkodowania. – Za co w takim razie płaci klient? – pyta Adam Płociński.

UOKiK dostał list od KNF i jest w trakcie analiz.Ci, którzy zaciągają kredyt, nie posiadając wkładu własnego, muszą ponadto ubezpieczyć różnicę w brakującej kwocie (zazwyczaj banki wymagają 20 proc. wkładu własnego).