Z Mariuszem Grajkiem, prezesem Centralnej Tabeli Ofert, rozmawia Krzysztof Jedlak
Panie Prezesie, mijają dwa lata od chwili startu rynku pozagiełdowego. Można je jakoś podsumować?Na razie nie mieliśmy czasu na podsumowania. Pracowaliśmy nad nowym regulaminem CeTO oraz propozycjami do projektów rozporządzeń Rady Ministrów, dotyczących rynku kapitałowego. Wprowadzą one wiele rozwiązań, istotnych z punktu widzenia regulowanego rynku pozagiełdowego.Chcecie, żeby GPW została Waszym akcjonariuszem?Podtrzymuję opinię, że z punktu widzenia polskiego rynku kapitałowego współpraca obu instytucji byłaby najlepszym rozwiązaniem. Przyczyniłaby się do usytuowania Warszawy jako centrum finansowego w naszej części Europy.Przedstawiliśmy GPW konkretne propozycje i czekamy na odpowiedź.Jeśli nie GPW, to kto: NASDAQ, EASDAQ, któraś z zagranicznych giełd?Bez komentarza.Prowadzicie jednak rozmowy nie tylko z warszawską giełdą?Nie osiągnęły one takiego stopnia zaawansowania, aby publicznie mówić o ich rezultatach.Jaka jest sytuacja spółki CeTO? Niektórzy obserwatorzy rynku sądzą, że nie ma dla niej miejsca wśród instytucji kapitałowych, inni, że po prostu z przyczyn finansowych może być ona zmuszona do zaprzestania działalności.Przyzwyczaiłem się już do informacji o naszej śmierci. Wyczekiwanie i wahanie ze strony naszych akcjonariuszy w sprawie dokapitalizowania spółki skomplikowało nasze plany rozwojowe. Tym bardziej że nałożyło się na zjawisko określane jako kryzys na rynkach kapitałowych.Te dwa czynniki spowodowały, że zanotujemy w tym roku mniej debiutów niż się spodziewaliśmy. Otrzymaliśmy informację od kilkunastu spółek o wstrzymaniu prac zmierzających do ich upublicznienia, w tym o wstrzymaniu postępowań przed KPWiG. Mimo to CeTO od kilku miesięcy zarabia na siebie.Ma Pan na myśli zysk operacyjny?Tak. Przestaliśmy przejadać kapitał akcyjny. W październiku zyski stały się na tyle znaczące, że mogliśmy pomyśleć o nowych rozwiązaniach technicznych, wzmacniających bezpieczeństwo obrotu. Wcześniej nie byliśmy w stanie inwestować w infrastrukturę techniczną, teraz to się zmieniło.Czy cały rok uda Wam się również zamknąć zyskiem operacyjnym?Nie sądzę, byśmy pokryli stratę z I półrocza. Uważam jednak, że zmniejszymy ją do minimum. O konkretnych liczbach nie chciałbym jednak mówić.Kiedy w skali roku zaczniecie wykazywać dodatnie wyniki finansowe?Myślę, że koniec przyszłego roku przyniesie zysk operacyjny. Nie sądzę, żeby w tym czasie udało nam się wypracować także zysk netto, bo nie zdołamy chyba pokryć straty z lat ubiegłych. Na to trzeba będzie poczekać kolejny rok. Proszę jednak pamiętać, że tego typu rozważania mają sens przede wszystkim w odniesieniu do przedsiębiorstw działających na zasadach czysto komercyjnych. Tymczasem nam wyznaczono chyba nieco inną rolę.My nie mamy wprost generować zysku dla akcjonariuszy, ale umożliwiać im zarabianie w wyniku stworzenia efektywnego systemu obrotu. Przez CeTO przepływa kilka, kilkanaście procent środków generowanych przez rynek pozagiełdowy traktowany jako całość. W kwietniu br., jak wynika z naszych szacunków, suma pieniędzy wydanych przez akcjonariuszy na kapitał akcyjny CeTO i inne opłaty dotyczące funkcjonowania rynku została zrównoważona przez przychody z tytułu opłat transakcyjnych. Od tego momentu biura maklerskie zarabiają na przedsięwzięciu, jakim jest CTO.Te zarobki byłyby jeszcze większe, gdyby sprawdziły się szacunki Ministerstwa Skarbu Państwa i CeTO co do liczby spółek, które miały pojawić się na CTO w pierwszych latach jej działalności...Nigdy nie podawaliśmy szacunków optymistycznych. Zawsze ich podstawą była wiedza na temat tego, co się dzieje w spółkach.Mówiliście, że w tym roku będzie nawet 60 spółek na CTO. Jest ich dwadzieścia kilka.Wspomniałem już o zawieszonych przez przedsiębiorstwa pracach przygotowawczych i postępowaniach przed KPWiG. Gdyby nie to, nasze szacunki sprawdziłyby się.Kiedy więc nastąpi oczekiwany wysyp spółek na rynku pozagiełdowym?Trudno powiedzieć. Nie ma w tej chwili dobrego klimatu dla publicznych ofert przeprowadzanych przez niewielkie spółki. Tymczasem kilka firm, które wybierały się na CTO, planowały nowe emisje. Ważną rolę mogą odegrać zmiany proponowane w projektach rozporządzeń Rady Ministrów. Przez trzy lata artykułowaliśmy potrzebę stworzenia specyficznych warunków dla specyficznej grupy uczestników rynku, tj. przedsiębiorstw małych i średniej wielkości. Ten postulat znalazł - jak się wydaje - odzwierciedlenie we wspomnianych projektach.Chodzi o zmiany dotyczące prospektów emisyjnych?Między innymi. Okrojony byłby prospekt dla spółek realizujących emisję o wartości do 5 mln zł. Podobnie byłoby w przypadku emisji kierowanej, tj. przeznaczonej dla inwestorów kwalifikowanych. Większość spółek wchodzących na CTO realizowała wcześniej w trybie niepublicznym emisje dla wybranych inwestorów. Teraz pojawią się warunki, by emisje te były przeprowadzane w trybie oferty publicznej. Może to być argument, który przyciągnie do nas nowe spółki, stymulując jednocześnie obrót w rezultacie większego rozproszenia akcjonariatu.Z punktu widzenia emitentów, którzy biorą pod uwagę wejście na Centralną Tabelę Ofert, ważne jest także, że zostały rozwiane wątpliwości co do możliwości podwyższenia przez spółkę notowaną na CTO kapitału w drodze emisji niepublicznej, a następnie upublicznienia nowej emisji na podstawie memorandum informacyjnego. Takie rozwiązanie z powodzeniem zastosował Wodkan.Zanim wspomniane zmiany zaprocentują, kilka najciekawszych spółek może uciec z CTO na giełdę...Czasami decyzje te są zrozumiałe. Np. Szeptel w związku z otrzymaniem koncesji będzie musiał pozyskać bardzo znaczący kapitał. Mechanizmy zdobywania kapitału, jakie mogliśmy spółce zaoferować, były nieadekwatne do jej potrzeb. Tak więc decyzja spółki o przeniesieniu się na GPW jest dla nas zrozumiała. My dopiero w przyszłości, na szczęście nieodległej, będziemy mogli wyjść naprzeciw oczekiwaniom firm w tym zakresie.Szeptel mógł jednak pójść śladem Pekabexu, który podwyższył kapitał na podstawie prospektu, ale zdecydował się na razie pozostać na CTO.Utarła się opinia, że giełda jest rynkiem bardziej prestiżowym. Ja zaś nie zamierzam z tą opinią dyskutować. Jeżeli zatem ponosi się koszty typowe dla spółki wchodzącej na GPW, to zrozumiałe, że pragnie się uzyskać taki efekt marketingowy, jaki zapewnia debiut na giełdzie. Choć warto też pamiętać o chińskim przysłowiu, zgodnie z którym lepiej być głową kurczaka niż ogonem wołu.Wy także chcecie niektórym spółkom zapewnić większy prestiż przez podział rynku na dwa segmenty: lepszy i gorszy...Sądzę, że określenie lepszy i gorszy nie oddaje naszych intencji i istoty problemu. Chodzi o to, by zapewnić większy prestiż spółkom spełniającym pewne ściśle określone kryteria. Z drugiej strony, współgra z tym postulat inwestorów, by ułatwić im wybór firm, które są bardziej atrakcyjne czy bezpieczne od innych.Wydało nam się celowe utworzenie prestiżowego segmentu rynku, który roboczo nazywamy centralnym, w odróżnieniu od drugiego - powszechnego. W tym przekonaniu umacnia nas przykład NASDAQ. Jego początki były co najmniej równie trudne, jak nasze. Punktem przełomowym było właśnie powołanie bardziej przejrzystego segmentu rynku. Oczywiście, proponowane przez nas zmiany w regulaminie CTO musi zatwierdzić KPWiG.Jakie spółki znajdą się na rynku centralnym?Spełniające jedno z czterech kryteriów. Pierwsze, to rentowność. Jeżeli w ciągu ostatnich dwóch lat spółka wykazywała rentowność co najmniej równą inflacji, zaprosimy ją na rynek centralny. Trafi tam również przedsiębiorstwo, które w ciągu notowań na rynku powszechnym uzyskało średnią płynność i wartość obrotu równą co najmniej dwukrotności średniej dla tego rynku. Nie zastanawiamy się nad powodami, dla których firma jest ulubieńcem inwestorów, ale bierzemy to pod uwagę.Kolejnym kryterium, przewidzianym tylko dla spółek istniejących nie dłużej niż 2 lata, jest wysokość kapitału akcyjnego i wartości księgowej. Wielkości te nie mogłyby być niższe niż 100 mln zł. Wreszcie na rynku centralnym mogą się znaleźć firmy, które weszły na rynek w trybie oferty publicznej lub pierwszej publicznej sprzedaży i sprzedały co najmniej 20% swoich akcji inwestorom, którzy wykonują z walorów poniżej 5% głosów na WZA. Chodzi zatem o spółki, które w ten sposób zapewniły sobie odpowiednie rozproszenie akcji.Jednocześnie emitenci, którzy znajdą się na rynku centralnym, muszą zadbać o to, by się na nim utrzymać. Kryteria utrzymaniowe są skonstruowane podobnie jak dopuszczeniowe i także obowiązują rozłącznie. Wystarczy sprostać jednemu z nich, by pozostać na bardziej prestiżowym rynku lub nie sprostać żadnemu i spaść na rynek powszechny.Chodzi o płynność powyżej średniej dla rynku centralnego, utrzymanie wysokiej rentowności lub rozproszenia akcji albo o kapitał akcyjny nie niższy niż 70 mln zł. Ostatnie kryterium może być stosowane tylko w odniesieniu do firm istniejących nie dłużej niż 5 lat. Wszystkie firmy, z wyjątkiem utrzymujących się na rynku na podstawie kryterium kapitału, muszą za ostatnie 12 miesięcy wykazywać zysk.Jakie zmiany wprowadzacie w procedurach dopuszczeniowych i w systemie obrotu?Procedura dopuszczeniowa zmienia się w sposób zasadniczy, zwłaszcza w przypadku dopuszczania nowych emisji emitentów już notowanych na rynku. Przyjęliśmy, że tylko nowymi lub nietypowymi przypadkami będzie się zajmować rada nadzorcza CeTO. W innych przypadkach decyzje podejmować będzie zarząd.W przypadkach nietypowych, budzących wątpliwości, jeśli zarząd nie podejmie odpowiednich uchwał w ciągu dwóch tygodni, sprawa automatycznie znajdzie się w kompetencji rady CeTO.Istotną rzeczą jest regulacja transakcji bezpośrednich, tj. zawieranych bezpośrednio między inwestorem a biurem maklerskim pełniącym funkcję market makera. Do tej pory nazywaliśmy je transakcjami wewnętrznymi. Były one mało popularne, ponieważ domy maklerskie obawiały się ryzyka prawnego, jakie wynikało z faktu, że brakowało regulacji na ten temat.W regulaminie zaproponowaliśmy dwa sposoby ich zawierania, w zależności od wolumenu obrotu. W przypadkach transakcji o wolumenie niższym od minimalnej jednostki obrotu biuro działałoby jak typowy kantor, realizując je po oferowanych przez siebie cenach. Przy wolumenie większym od minimalnej jednostki obrotu, cena transakcji musiałaby być taka, jaką klient zapłaciłby, gdyby w sposób najkorzystniejszy dla niego realizować zlecenie przez zdejmowanie ofert z CTO.Umożliwiliśmy sprzedaż na rynku istniejących akcji w trybie pierwszej oferty publicznej. Przewidujemy także możliwość realizacji - z wykorzystaniem infrastruktury technicznej CeTO - publicznej sprzedaży lub publicznej oferty papierów wartościowych niezależnie od rynku, na którym następnie miałyby one być notowane. Jesteśmy w stanie realizować taką usługę przy bardzo skromnym poziomie kosztów.Projekt regulaminu wybiega też naprzeciw planowanym modyfikacjom systemu obrotu, umożliwiając czysto elektroniczne zawieranie transakcji. Uzupełniliśmy wreszcie regulacje o kwestie dotyczące instrumentów, które pojawiły się na polskim rynku po zakończeniu prac nad poprzednią wersją regulaminu. Chodzi o prawa poboru, prawa do akcji i instrumenty pochodne. Zwiększyliśmy elastyczność funkcjonowania uczestników obrotu, w szczególności market makerów. Przy wszystkich tych zmianach udało się nam finalny projekt uprościć i skrócić.
Dziękuję za rozmowę.