Tydzień w gospodarce
Tadeusz Toczyński, prezes GUS - jak informuje poniedziałkowa "Rzeczpospolita" z 4 stycznia br. - poprowadzi w piątek, 8 stycznia br., konferencję prasową, na której dowiemy się "o poziomie PKB w latach 1994-1997 po uwzględnieniu tak zwanej szarej strefy". Dane te zostaną opublikowane po raz pierwszy, zgodnie z najnowszymi standardami UE.Z wydanych dotychczas roczników statystycznych wiedzieliśmy, że PKB w 1997 r. wyniósł 445 mld zł, przeliczając na dewizy według kursu 136 mld USD, według parytetu 296 mld USD. Był on jednak dotychczas podawany w rocznikach statystycznych bez szarej strefy. Wiedzieliśmy, że bezszarostrefowy PKB w pierwszych 4 latach dziesięciolecia 1989-98 spadł o 15,7 proc., żeby w następnych 6 latach odrobić straty i zwiększyć się w 1997 r. w porównaniu z 1989 o 11,8 proc. (a w 1998 r., jeśli potwierdzi się prognoza, że w 1998 r. był on o ok. 5 proc. wyższy niż w 1997 r. - o 17,4 proc.).Mogliśmy się również dowiedzieć z opublikowanych kilka lat temu opracowań Zakładu Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS i PAN, że w latach 1989-93 PKB po uwzględnieniu szarej strefy nie spadł - jak wynikało z dotychczasowych roczników statystycznych - o 15,7 proc., ale - uwaga - tylko o 3,3 proc. Skąd taka wielka różnica? Głównie ze zwiększenia się udziału szarej strefy w latach 1990-1991. PKB bez szarej strefy spadł w 1990 r. o 11,6 proc., z szarą strefą o 4,9 proc.; w 1991 r. bez szarej strefy o 7 proc., z szarą strefą o 5,5 proc.W późniejszych latach udział szarej strefy rósł wolniej, a obecnie może nie rośnie już w ogóle. Na piątkowej konferencji prasowej w GUS dowiemy się więc przypuszczalnie, że PKB w 1997 r. był wyższy w porównaniu z 1989 r. nie o 11,8 proc., ale o ok. 23-25 proc. Będzie z tego wynikać, że w 1998 r. był wyższy w porównaniu z 1989 r. nie - jak można było szacować na podstawie dotychczasowych roczników statystycznych - o ok. 17,4 proc., ale o blisko 30 proc.Szarostrefowe podwyższenie PKB ma oczywiście tylko charakter statystyczny. Produkcja nie zwiększyła się przez to ani o odrobinę. Po prostu statystyka pełniej o niej poinformuje. Dodanie kilkunastu procent do wielkości podawanych dotychczas w rocznikach statystycznych ujawni, że PKB w 1997 r. w przeliczeniu na mieszkańca wyniósł nie 11,5 tys. zł, przeliczając na dewizy według kursu ok. 3,5 tys. USD, według parytetu ok. 7 tys. USD, ale odpowiednio ok. 13 tys. zł, ok. 3,8 tys. USD i ok. 7,8 tys. USD.Mimo statystycznej korekty, pozostaniemy pod względem PKB na mieszkańca daleko w tyle nie tylko za liderami UE (po przeliczeniu według parytetu PKB bez szarej strefy na mieszkańca w Polsce to ok. 31 proc., z szarą strefą będzie więc ok. 34 proc.), ale także za krajami o najniższym w UE poziomie PKB. Z dotychczasowej statystyki wynika, że w przeliczeniu na mieszkańca PKB jest w Polsce o połowę niższy niż w Portugalii. Teraz będzie wynikało, że o ok. 45 proc.Różnice w poziomie rozwoju, to najtrudniejszy problem dla krajów integrujących się pod względem gospodarczym w UE. Poszczególne grupy ludności widzą w tych różnicach szansę bądź zagrożenie. Portugalia na przykład zdecydowała się już włączyć do strefy euro, a odkładają tę decyzje kraje UE o znacznie wyższym od Portugalii poziomie rozwoju gospodarczego.Pierwsze dni po wprowadzeniu euro do bezgotówkowych rozliczeń finansowych sugerują, że potwierdzi się opinia, wskazująca na duży sukces tego przedsięwzięcia. Waluta ta zasygnalizowała, że będzie się wzmacniać. Podzielam jednak opinię wyrażoną przez prof. Marka Belkę (rozmowa z nim ukaże się za kilka dni w "NŻG"), że prawdziwym wyzwaniem będzie dostosowanie do euro w średnim i długim okresie. Wejście do strefy euro, to pożegnanie z narodową polityką kursu walutowego, która krajom takim, jak Portugalia czy Włochy stwarzała dotychczas znaczne pole manewru.Powstanie strefy euro wzmacnia nawet złotego. Trudno się dziwić. Płytki rynek finansowy powoduje, że nawet skromne zmiany w przepływie kapitału powodują relatywnie silną zmianę kur naszej waluty. A jesteśmy tuż, tuż u boku euro.
MAREK MISIAK