Decyzja o wycofaniu z publicznego obrotu akcji Universalu jest kontrowersyjna z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że została podjęta nagle, gdy na giełdzie trwa trend wzrostowy, z którego korzystały także akcje wycofanej spółki. Wzrost notowań Universalu w ostatnim tygodniu najlepiej świadczy o tym, że inwestorzy nie spodziewali się decyzji Komisji Papierów Wartościowych i Giełd i nie zdołali się przed nią zabezpieczyć.Teraz Zarząd Giełdy zamierza zezwolić na notowania Universalu przez kilka dni (zanim decyzja KPWiG uprawomocni się), twierdząc, że daje się w ten sposób szansę inwestorom na pozbycie się papierów. To też jest dziwne, bo przecież do przeprowadzenia transakcji potrzeba dwóch stron. Trudno sobie wyobrazić, by znalazło się wielu chętnych do kupowania akcji, które zapewne będą taniały z dnia na dzień. Decyzja KPWiG, która ma dbać o przejrzystość rynku i tym samym zabezpieczać inwestorów przed machinacjami, spowoduje, że wielu inwestorów pozostanie z portfelem akcji, które szybko tracić będą wartość, tym bardziej że wyniki spółki są fatalne. Zabezpieczone zostaną tylko interesy potencjalnych przyszłych graczy, których decyzja KPWiG skutecznie zniechęci do nabywania niepewnych akcji. Dlaczego jednak akcje zostały wycofane tak późno? Dlaczego KPWiG nie reagowała wcześniej na sygnały, świadczące o manipulowaniu przez spółkę informacjami, na niezrozumiałą hossę akcji Universalu, która trwała przed kilku laty, a której nie usprawiedliwiały wyniki finansowe, na nieustanne straty, które spółka generowała?Pytań jest więcej i nie dotyczą one tylko Universalu. Wiele spółek notowanych na warszawskiej giełdzie ma za sobą słaby rok, w większości z nich zyski spadły. Rynek reagował na to zniżką notowań akcji, ale tylko w kilku przypadkach doszło do zmiany zarządu. Okazuje się zatem, że inwestorzy, szczególnie drobni, których interesów prawo powinno bronić skrupulatnie, mają niewielki wpływ na pracę i skład zarządu. Dymisja prezesa Elektrimu tylko potwierdza tę regułę. Wymuszona została przez inwestorów instytucjonalnych, w dodatku zagranicznych, znających reguły gry na rozwiniętych rynkach kapitałowych. Nie widzieli oni powodu, by tolerować zarząd, któremu powierzyli swoje pieniądze, a który poprzez manipulowanie informacjami doprowadził do strat inwestorów. Ale prezes Universalu, a także zarządy kilku innych znanych spółek, mających rozczarowujące wyniki w ostatnim roku, zachowały swoje stanowiska nawet wówczas, gdy wartość akcji spadła dziesięciokrotnie. Zupełnie tak, jakby to prezesi kiepskich spółek byli ich rzeczywistymi właścicielami, a inwestorzy spełniali funkcję jedynie dostarczycieli taniego kapitału, bez gwarancji na udział w zyskach.Na całym świecie relacje pomiędzy inwestorami a zarządami spółek są delikatną sprawą. Kapitalizm menedżerski doprowadził do rozdzielenia funkcji właściciela i zarządcy, skazując obie strony na nieustanne napięcia, od których nie są wolne także rynki bardziej rozwinięte. Przed kilkoma laty wiele amerykańskich spółek giełdowych poniosło straty, o co obwiniano zarządy, których wynagrodzenia i bonusy rosną z roku na rok. Kilka zarządów zostało z tego powodu zwolnionych i wyniki finansowe, a także notowania na giełdzie, poprawiły się. Nie zmienia to faktu, że wzrost znaczenia menedżerów, który odbywa się kosztem rozproszonych właścicieli, jest wieloletnim trendem, który niepokoi teoretyków zarządzania. W gruncie rzeczy ostateczną instancją, weryfikującą pracę menedżerów jest giełda. Inwestorzy mogą bronić się przed złymi spółkami nie kupując ich papierów i pozbywając się akcji firm, których zyski spadają. To powinno częściej wymuszać dymisje zarządów.Cóż jednak mają robić, jeżeli już je kupili, wprowadzeni w błąd mylnymi informacjami? Rolą Komisji Papierów Wartościowych i Giełd jest przeciwdziałanie takim praktykom. Wycofanie akcji Universalu, aczkolwiek spóźnione, jest poważnym krokiem na drodze czyszczenia giełdy z nieuczciwych praktyk. Szkoda, że odbyło się to kosztem drobnych inwestorów.
WITOLD GADOMSKI
publicysta Gazety Wyborczej