Elektroenergetyka
Elektrownie i elektociepłownie podpisały z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi SA 33 kontrakty długoterminowe na dostawy energii elektrycznej po ustalonych z góry cenach. Kontrakty te blokują rynek. W tym roku dostawy wynikające z kontraktów mają pokryć 65% krajowego zapotrzebowania na energię.Z kontraktów wynika, że cena, jaką spółki dystrybucyjne (operator sieci średnich i niskich napięć, a także jednostka obrotu detalicznego) miałyby zapłacić PSE SA (operator sieci wysokich napięć oraz obsługa hurtu), byłaby o ponad 20% wyższa od ubiegłorocznej. Tymczasem, zgodnie z założeniami ustawy budżetowej, cena ma wzrosnąć nie więcej niż o 13%. Pozostaje problem cen dla niezakontraktowanych 35% energii.Gwarancje dla bankówTen rok nie jest wyjątkowy. Kontrakty zawierano w latach 1994-98 na okres kilku-kilkunastu lat. Ich celem było umożliwienie elektrowniom i elektrociepłowniom zaciągania kredytów na inwestycje modernizacyjne i związane z ochroną środowiska. Kontrakty miały być swojego rodzaju gwarancją dla banków. Łączne inwestycje przewidziane w kontraktach wynoszą ponad 16 mld zł. Dwie trzecie tej kwoty to kredyty bankowe.Dzięki konktraktom producenci energii mogli podejmować inwestycje. Ale skala tych kontraktów uniemożliwia urynkowienie elektroenergetyki. Powstaje pytanie, co zrobić z kontraktami, by nie blokowały one lwiej części rynku?Trudno sobie wyobrazić, by koszty wynikające z zakontraktowania rynku ponosiły na przykład firmy działające w sferze obrotu. Zwłaszcza że zgodnie z zasadą dopuszczenia strony trzeciej do korzystania z sieci, dziś o koncesję na handel mogą się starać także nowe firmy. Obciążenie ich kosztami wynikającymi z różnic cen kontraktowych i obecnych zamroziłoby proces budowania rynkowej struktury handlu, a więc i konkurencji, na długie lata.Szansaw renegocjacjachW Urzędzie Regulacji Energetyki mówi się o innym rozwiązaniu - renegocjacji kontraktów. Zdaniem prezesa URE Leszka Juchniewicza, można sobie wyobrazić wydłużenie lub skrócenie okresów spłat kredytów, zmianę stóp procentowych czy marż zysku dla banków.Po przeglądzie kontraktów, dokonanym niedawno w URE, widać, że są możliwości i potrzeby zmiany warunków wielu umów. Okazało się bowiem, że niejednokrotnie moc zakontraktowana jest nieproporcjonalnie duża w stosunku do efektów inwestycyjnych albo też kontrakt obejmuje dłuższy okres niż czas trwania przedsięwzięcia inwestycyjnego. W wielu projektach przyjęto zbyt krótkie okresy zwrotu inwestycji w relacji do przyrostów zdolności wytwórczych, co prowadziło do podrożenia kredytu.Inwestor zamiast kontraktuTeoretycznie kontrakty najłatwiej byłoby renegocjować przy okazji prywatyzacji elektrowni i elektrociepłowni. Tym bardziej że należy się spodziewać w tej dziedzinie dużego przyspieszenia: w ciągu nadchodzących trzech lat Ministerstwo Skarbu zamierza sprywatyzować cały sektor energetyczny. W praktyce jednak inwestorzy wywierają na ministerstwo presję, by umożliwić im podpisywanie długoterminowych kontraktów z PSE SA.Ostatnio warunek taki postawiło brytyjskie konsorcjum National Power, niedoszły inwestor strategiczny dla Zespołu Elektrowni Pątnów- Adamów-Konin SA. Minister skarbu żądanie odrzucił i zerwał negocjacje. Ale jeszcze rok, półtora roku temu polityka resortu nie była tak stanowcza. Kontrakt długoterminowy otrzymała francuska firma DSF, która kupiła Elektrociepłownię Kraków. To otworzyło drogę innym do podobnych żądań.
M.P.