Na wyniki wczorajszej sesji największy wpływ miała większa od oczekiwanej redukcja stóp procentowych. Dwuprocentowy wzrost indeksów giełdowych na pierwszy rzut oka wydaje się uzasadniony. Od kilku sesji liderem rynku jest TP SA, co przynajmniej w części może wynikać z oczekiwania spadku kosztów olbrzymiego zadłużenia tej spółki. Mniej zrozumiałe jest z pewnością wczorajsze wzmocnienie banków; ta branża - już dotknięta spadkiem przychodów odsetkowych wskutek powstrzymania akcji kredytowej - może stracić jeszcze więcej na zmniejszeniu oprocentowania i zawężeniu marży.Środowa decyzja RPP, choć niespodziewana, znajduje swoje uzasadnienie w kondycji polskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa spada już trzy miesiące z rzędu, a poprawy koniunktury za granicą i znacznego wzrostu eksportu trudno się spodziewać. Rada postanowiła więc sama zadbać o polską gospodarkę, licząc, że niższy koszt kredytu pobudzi wolniejszy ostatnio wzrost gospodarczy. Problem w tym, że - jak to często bywa - działania banku centralnego są trochę spóźnione i zanim ekspansywna polityka pieniężna przełoży się na większą produkcję, czeka nas parę miesięcy dalszego osłabienia koniunktury.W tym okresie wzrosty cen akcji - chociaż nie można ich wykluczyć - wydają się mało racjonalne. Zapewne wciąż będą zajmowane pozycje w blue chipach o największej kapitalizacji i płynności - ostatnie wzrosty TP SA i KGHM są tu najlepszym przykładem. Jednak trwałej tendencji zwyżkowej na szerokim rynku w tym półroczu raczej się nie spodziewam. Podobnie sprawa się ma na rynku papierów dłużnych, gdzie środowa redukcja zmniejszyła znacząco dalszy potencjał spadkowy stóp procentowych. W dodatku nieuchronna kontynuacja kryzysu brazylijskiego z pewnością nie poprawi sytuacji.
.